czwartek, 23 czerwca 2016

Moje podejście do tematu ,,fit"

Jednym z głównych wątków tego bloga jest tzw. ,fit” świat. Czego konkretnie możecie spodziewać się po takich wpisach?  Pomogę Wam znaleźć odpowiedź na to pytanie poprzez dzisiejszy post, dotyczący mojego trybu życia.

Jaki jest więc mój sposób myślenia dotyczący tematyki fit? Oto kilka zasad, którymi kieruję się przy prowadzeniu zdrowego trybu życia:

  1. Standardowo, zacznę od kwestii diety. Mogłabym zrobić o tym temacie osobny wpis. Jednak za pomocą kilku podpunktów, postaram się przekazać to, co jest dla mnie najważniejsze:
o      Aktualnie, moim celem nie jest utrata wagi, dlatego jem według mojego zapotrzebowania kalorycznego. Warto wiedzieć, że dłuższy okres prowadzenia diety na ujemnym bilansie kalorycznym destrukcyjnie wpływa na nasz metabolizm, a co więcej - na nasze zdrowie.
o       W tym podpunkcie chcę udzielić pewnej rady dla niektórych osób. Jeżeli przechodziłabym na redukcję, to co tydzień/2 tygodnie ucinałabym od mojego dotychczasowego bilansu kalorycznego około 100-200 kcal. Nie dopuściłabym także do deficytu przekraczającego 500 kcal mojego zapotrzebowania kalorycznego.O tym jak ryzykowne jest prowadzenie diety ubogokalorycznej możecie dowiedzieć się na blogu The Essentials of a Healthy Lifestyle. We wpisie opisującym daną kwestię, można dostrzec ogromne zaangażowanie autorki, która zdołała wydostać się z pułapki diety ubogokalorycznej. Jestem pewna, że niejednej osobie ten post otworzy oczy!
o     Z racji tego, że w przeszłości przyczyniłam się do zaburzenia swojej gospodarki hormonalnej,  40 % mojego zapotrzebowania kalorycznego staram się pokrywać z tłuszczów. Jem produkty bogate zarówno w tłuszcze nasycone jak i nienasycone.
o      Moja dieta bazuje na pełnowartościowych produktach. Jednak nie trzymam się całkowicie ,,czystej michy”.  Nie stosuję też popularnej zasady cheat meala. Jeżeli w środę koleżanka proponuje mi wyjście na pizzę, to nie mówię jej by poczekała do niedzieli, tylko przyjmuję propozycję.

  1. Przebrnęliśmy przez najobszerniejszy temat. Teraz należałoby wspomnieć co nieco o kwestii sportu. Tutaj najważniejszy jest dla mnie indywidualny wybór sposobu na aktywne spędzanie czasu. Nie lubisz interwałów? Nie zmuszaj się do nich! Wolisz rower lub nordic walking? A może masz przeczucie, że siłownia będzie Twoim drugim domem? Wypróbuj różne sposoby aktywnego spędzania czasu! Gwarantuje, że w końcu znajdziesz swój ,,ideał”. Jeżeli o mnie chodzi, największą radość sprawia mi trening siłowy.

  1. Przy prowadzeniu aktywnego trybu życia , trzymam się zasady ,,nic na siłę” Jeżeli czuję się osłabiona, wolę nie narażać swojego zdrowia i przełożyć trening na następny dzień. Kluczem do sukcesu jest dla mnie słuchanie własnego organizmu.

  1. Zdrowy tryb życia traktuję jako coś przyjemnego. Przyrządzanie nowych potraw, kupowanie rozmaitych ,,fit” produktów, czy też zwiększanie siły na treningach są moją siłą napędową.

  1. Bycie fit wiąże się dla mnie z rozwojem osobistym, przez który rozumiem między innymi:
o       naukę samoakceptacji - życia w zgodzie ze sobą
o       nabywanie wiedzy o zdrowym trybie życia
o       uczenie się dokonywania właściwych wyborów
o       dostrzeganie piękna życia


W tym wpisie zamieściłam jedynie część zasad, którymi się kieruję. Sądzę, że za kilka miesięcy pojawi się kolejny wpis o tej tematyce .

Może z czymś się nie zgadzacie, albo chcecie przedstawić swój sposób myślenia dotyczący zdrowego trybu życia?
Wszelkie uwagi mile widziane!

39 komentarzy:

  1. Dokładnie tak samo myślę. Te bycie fit trochę źle niektórzy odbierają. Jedni głodują, co w ogóle jest dla mnie nienormalne, inni na widok pizzy uciekają.. Toć wszystko jest dla ludzi, bez przesady. Ale Twoje podejście jest nie tylko mądre,ale przede wszystkim zdrowe ;-)
    Sandicious

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widzę, że tak samo myślimy! Niestety ja musiałam pierw przeżyć okres w którym uciekałam od pizzy żeby dopiero po pewnym czasie stwierdzić,że to niezdrowe zachowanie. Bardzo dziękuję! :)

      Usuń
  2. Mam bardzo podobne podejście :) Przede wszystkim rozsądek i podejście do życia "fit" w myśl dbania o siebie i swoje zdrowie, a nie chwilowej chęci schudnięcia lub poddania się modzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak te restrykcyjne diety dwutygodniowe czy inne modne pomysły nie mają nic wspólnego ze zdrowiem. Cieszę się,że wspomniałaś o dbaniu o siebie i o swoje zdrowie - najważniejszych kwestiach związanych z tematyką ,,fit" . Ludzie najczęściej chcą zadbać o siebie, swój wygląd, zapominając o kwestii zdrowia. W ten właśnie sposób nie osiągną nawet tego pierwszego (i najważniejszego według nich )celu.

      Usuń
  3. Ja nigdy się nie odchudzałam, bo zawsze do diety podchodziłam zdroworozsądkowo. Jeść trzeba! Nie wolno myśleć, że wleje się paliwa na 100 kilometrów do samochodu i przejdzie się z tym bakiem z Poznania do Warszawy.
    Napisałam kiedyś artykuł jak należny się odchudzać! Pisałam go tylko z punktu widzenia osoby, która ma teorię w małym palcu, ale nie nigdy nie poczuła na sobie tak wielkiego ograniczenia kalorii jak przy diecie 1000 kcal. Jednak to co mnie ostatnio powala i to dosłownie to fakt, że bardzo dużo osób chce i zamawia diety pudełkowe na 1000 kcal. Nie wiem czym jest ten trend spowodowany, ale nie jest on właściwy. Pamiętam jak pewna królowa fitness z lat 90tych zaproponowała taką dietę i była ona wtedy bardzo popularna. Jednak wiedza idzie do przodu wiemy teraz więcej niż wcześniej, badamy się na obecność lub nieobecność jakiś hormonów i nie rozumiem postępowania ludzi. Trąbi się wszem i wobec o konieczności spożywania tłuszczy. Chyba każdy musi to przejść na własnej skórze, bo jak nie to tego nie zrozumienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się to porównanie z samochodem! Oczywiście- jeść trzeba! Niestety nie wszystkim da się wytłumaczyć, że głodzenie nie jest kluczem do sukcesu. Niektórzy uparcie trwają przy swoich przekonaniach. O dietach pudełkowych nigdy nie słyszałam, jak można w ogóle robić z ludzi (przepraszam za to okreslenie) wariatów! Na świecie liczą się tylko pieniądze, zapomina się o dobru drugiego człowieka... Tak, wiedza idzie do przodu. Mam nadzieję,że dotrze do każdego w jak najkrótszym czasie!

      Usuń
  4. Ja staram się po prostu prowadzić zdrowy styl życia i zdrowo się odżywiać - i tyle ;-) Żadnej diety czy coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dieta to inaczej sposób odżywiania ;) Kiedy piszę o swojej diecie nie mam oczywiście na myśli jakiejś diety odchudzającej.

      Usuń
  5. Bardzo fajnie, ze poruszyłaś temat tłuszczu w diecie, bo okazuje się, że my go wciąż ucinamy i ucinamy, a on jest potrzebny. Czasami możemy sobie zrobić krzywdę nieświadomie. Ja nigdy nie miałam zaburzeń odżywiania, ale od kilku dobrych lat zwracałam uwagę na to co jem, czy nie jest wysoko przetworzone, czy nie są to puste kalorie typu fast food, czy nie jem zbyt ciężko itd. Robiłam ostatnio bardzo dużo badań ze względu na choroby, z którymi się borykam. Okazuje się, że dzięki diecie nie mam niedoborów na przykład magnezu, czy wapnia, ale nie zmienia to faktu, że moje hormony są w nieładzie i że mój organizm płata mi figle. Co usłyszałam na wizycie? Nie bać się tłuszcz! Włączyć o diety tłuszcze zwierzęce, a najlepiej smalec z gęsi, no to się zastosowałam właśnie, już namierzyłam smalec, jutro idę kupić. Poza tym mimo, że jadłam dużo, bardzo trudno było mi przekroczyć granicę 1300 kalorii, a to za mało, tłuszcze uzupełniają te braki, ale też dają na dłużej poczucie sytości, więc nie sięgamy niepotrzebnie po przekąski. Myślę, że warto się temu tematowi przyjrzeć bliżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Człowiek chce zrobić coś dla siebie a jedynie (nieświadomie) niszczy swoje zdrowie. Masz doskonałe podejście do kwestii żywienia! Jak widać, Twoje odżywianie idzie w bardzo dobrym kierunku. Mam nadzieję,że w końcu i z gospodarką hormonalną nie będziesz miała żadnych problemów. Produkty bogate w tłuszcz są niezwykle sycące, fakt - zawierają więcej kalorii niż produkty węglowodanowe, ale kalorie są nam przecież potrzebne! Wystarczy jedynie znać we wszystkim umiar! Temat tłuszczu jest niezwykle obszerny. Poruszyłam w jednym z moim wpisów temat tłuszczów nasyconych, jednak myślę, że w przyszłości wspomnę jeszcze co nieco o tłuszczach. Muszę tylko poszerzyć moją wiedzę, żeby nie zamieszczać w swoich postach niesprawdzonych informacji.

      Usuń
  6. ja jem co lubię. raz to jest fit raz nie zdrowy umiar:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze zrozumiałam zdrowy umiar, tak? Jak mówiłam, właśnie umiar jest kluczem do sukcesu :)

      Usuń
  7. Dziękuję bardzo, za udostępnienie mojego posta - mam nadzieję, że wspólnie pomożemy części osób wydostać się, jak to określiłaś, z pułapki bycia fit, kosztem zdrowia.
    Też muszę zastosować się do zwiększenia ilości tłuszczu w diecie do tych 40%. Rozumiem, że nie liczysz tego dokładnie w jakichś cronometrach czy innych aplikacjach? Jesz więcej ziaren i orzechów czy olejów? Od jak dawna stosujesz taki próg procentowy przy tłuszczach? Zauważyłaś coś w swoim organizmie, odkąd go zwiększyłaś? :)
    Jeśli chodzi o cheat meal i cheat day - wychodzę z takiego samego założenia :) Jest to najlepsze podejście - mam ochotę/okazję, to jem, a nie odliczam dni do kolejnej "słodkiej niedzieli".
    Soprt jest kluczowy, tak samo jak urozmaicenie. Również uwielbiam domowy trening siłowy :) Ale raz w tygodniu biegam (niedużo 3-5 km, w zależności, jak się czuję) i raz interwał.
    I kolejny klucz - zdrowy tryb życia jako coś naturalnego. Mnie smakują zdrowe rzeczy - warzywa, owoce, kasze. Nie zmuszam się do jedzenia jarmużu, jeśli go nie lubię.
    I ostatni Twój punkt - nieodzowny aspekt psychiczny. Zapominamy o sobie, swoich bliskich, o tym, co nas otacza. A to jest o wiele ważniejsze niż sześciopak na brzuchu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także mam taką nadzieję! Prowadzę dziennik żywieniowy na potreningu.pl stąd wiem ile % tłuszczu jem. Zauważyłam, że bez liczenia kalorii mam tendencję do jedzenia poniżej mojego zapotrzebowania kalorycznego nawet o 500 kalorii mniej. Jest to związane z moją chorobą, która gdzieś w środku zawsze w cżłowieku pozostaje, dlatego muszę się pilnować. Teraz jak przejrzałam swój dziennik z 2013 to widzę,że jadłam głównie warzywa i jakies orzechy dobijając do około 1000 kcal. 2012 rok (początek mojego odchudzania) mam zapisany w zeszycie, tutaj dostrzegam znikomą ilość tłuszczu. A więc można powiedzieć,że tłuszcze towarzyszą mi od 2013 roku, jednak ich procent zwiększyłam w trakcie wychodzenia z choroby - na początku 2014 roku. Po roku odczułam wielką różnicę, sądzę jednak, że miało to też związek ze wzrostem wagi. Jednak jestem świadoma jak po nieracjonalnym odchudzaniu mam zachwianą gospodarkę hormonalną, dlatego w maju tego roku zwiększyłam tłuszcze do 40 %.

      Prawda jest taka,że przy wyznaczaniu,,słodkich niedziel" człowiek też może wpaść w pułapkę. Stosowałam cheat meal przez jakiś miesiąc na początku tego roku. Zrezygnowałam z niego kiedy zauważyłam jaką presję odczuwam myśląc co wybrać na cheat meal.

      Kocham bieganie! Jednak do niego nie powróciłam .Wiem,że wracając do biegania zmartwiłabym moją mamę, która boi się o nawrót choroby.

      A co do Twojego ostatniego punktu to świetnie to ujęłaś! Ostatnio podobny temat poruszał Mariusz Czerniewicz, który mówił nie tylko o pozornie bardzo ważnych celach sylwetkowych ale między innymi także o celach materialnych. No i ograniczył się raczej do kwestii miłości, która powinna być najważniejsza w naszym życiu. Jak najbardziej polecam przeczytać to co napisał na zdjęciu i w opisie : https://pl-pl.facebook.com/mariuszczerniewiczcom/photos/a.299812280122610.59261.289085224528649/861566120613887/?type=3&theater

      Jestem bardzo wdzięczna Tobie za ten komentarz! Troszkę się rozpisałam, ale mam nadzieję, że to wszystko przeczytasz :)

      Usuń
    2. Też miałam taką tendencję. Teraz z kolei podjadam więcej (nie liczę kalorii od półtora miesiąca), przez co moja waga wzrosła o kilogram, ale panuję nad tym, żeby z kolei nie popaść w kompulsywne objadanie się.
      Ja nie mam doświadczenia z cheat mealami - nigdy ich nie stosowałam, uważałam za zbędne :)

      Z kolei nigdy nie lubiłam biegać, ale w tym roku zaczęłam bardziej regularnie - raz na tydzień. I choć nie są to długie dystanse (często pod koniec boli mnie głowa, bo za bardzo spinam mięśnie karku), to lubię wrócić mokra do domu, wziąć prysznic - umysł mam wtedy taki rześki :)

      Napiszę zaraz do Ciebie na maila ;)

      Usuń
  8. Niestety wiele osób przez pojęcie "fit" rozumie rzeźbienie ciała, mięśni na brzuchu, bicepsy, tricepsy itp. Ćwiczenia z Chodawkowską zaczynają już dziewczyny w szkole podstawowej i gimnazjum, kiedy się rozwijają, ich ciało kształtuje a one dojrzewają... według mnie to chore i smutne bo wyniszcza ciało a po czasie i duszę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazałaś smutną prawdę. Sama zaczęłam odchudzać się w gimnazjum. Teraz bardzo tego żałuję, gdyż w tym okresie dziewczyna nie powinna wycieńczać swojego organizmu. Co mnie przeraża,że mało kto mówi o skutkach odchudzania w okresie dojrzewania. Z doświadczenia wiem jak trudno jest odbudować straty jakie wyrządziło się za nastoletnich czasów. Pytanie - jak tu przemówić młodym dziewczynom do rozsądku kiedy dookoła pełno tych ,,fit" wyzwań i zdjęć motywacyjnych.

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Czyli prowadzisz podobny tryb życia? :)

      Usuń
  10. Mam taką samą opinię :) Wg. ogólnie przyjętych norm nie jestem fit i nie zależy mi, aby taką być :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te ,,normy" są nienormalne :D Dobrze, że nie kierujesz zasadami wmawianymi nam przez media :)

      Usuń
  11. Świetny post ! :) Mam jednego " złośliwego " hejtera który stwierdził że " nigdy nie będę fit " ponieważ " jest pyzata ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Aj ci hejterzy, ich teksty zawsze są takie ,,oryginalne". Zastanawiam się jak bardzo zniekształcony obraz świata ma wspomniana przez Ciebie osoba. Mam nadzieję,że nie przejmujesz się takimi głupimi i nic nieznaczącymi komentarzami ;)

      Usuń
  12. Bardzo ten temat jest obszerny i trudny, szacun, że go poruszyłaś, naprawdę. Uważam, że każdy może być fit, tylko w swoim zakresie, jakby... W swoich możliwościach, określonych np. budową ciała, genami, charakterem... Jeden znosi ból lepiej, drugi gorzej, jeden trening polubi, drugiemu zbrzydnie na myśl o lepiącym się ciele od potu. Uważam, że każdy powinien zaakceptować wymogi swojego ciała, ale jeśli ma się ochotę, czuje się, że jest coś nie tak, to wtedy i tylko wtedy należy zacząć działać intensywnie, trzeba to poczuć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W swoim zakresie - najlepsze określenie! Oczywiście, trzeba w treningach odnaleźć siebie - tylko wtedy będą sprawiać nam przyjemność.

      Usuń
  13. Ja często zaczynam staram się być "fit :) jednak już któraś próba bo kilku tygodniach kończyła się jak zawsze. Od 3 dni po prostu sobie zaczynam znowu codziennie ćwiczyć :) ograniczam się też z niezdrowym jedzeniem, ale jak mnie najdzie ochota to nie zamierzam sobie odmawiać :)

    claudiyye.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne żebyś podjęła właściwy dla siebie wybór. Bycie fit nie oznacza codziennych ćwiczeń, takie zasady mogą wpajać nam media. To my powinniśmy wyznaczać odpowiednią dla siebie granicę. Życzę Tobie powodzenia :)

      Usuń
  14. Bardzo zdrowe i mądre podejście :)
    Też najbardziej lubię treningi siłowe w domu, nie rozumiem ludzi, którzy robią coś czego nie lubią, bo na pewno nie robią tego dla siebie tylko dla innych, a po co? Nie lepiej robić coś, co nam sprawia przyjemność i czerpać z tego korzyści? Również pozwalam sobie na odpoczynek, gdy nie mam siły, czy po prostu nie mam ochoty poćwiczyć, wyjść gdzieś itd.. Wszystko z głową! Życie mamy jedno :))

    http://triviaaboutme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie także dziwię się kiedy ludzie ćwiczą coś co jest modne, ale nie czerpią z tego żadnej radości. Szczerze współczuję takim osobom.
      Oczywiście - nie można stać się niewolnikiem treningu. To my powinniśmy mieć kontrolę nad ćwiczeniami a nie ćwiczenia nad nami :)

      Usuń
  15. Po pierwsze my zdecydowanie mamy problem z tłuszczami... nie wyeliminowałyśmy ich specjalnie, tylko z powodu po prostu ich nie lubienia (sama oleistość nas odrzuca :/). Z racji tego, że ile można jeść awokado i orzechów codziennie rano wypijamy olej z pestek dyni popijając obficie wodą z cytryną :P
    Po drugie cheat meale są mega fajne xD ale w sumie tylko na początku, później człowiek już tak się "nie rzuca" na żarcie jak zwierze a zaczyna wybierać rozsądniejsze odstępstwa od zdrowej diety :)
    Po trzecie dobór odpowiedniej aktywności fizycznej do indywidualnej osoby jest bardzo ważny. Jak widać nawet bliźniczki w tej kwestii nie są identyczne i każdą "pociąga" w sporcie coś innego :)
    No i po czwarte, mimo, że uważamy, że prowadzimy zdrowy tryb życia to nadal utwierdzamy się w fakcie, że ciągle warto nad nim myśleć i zmieniać według aktualnych potrzeb :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłuszcze są bardzo potrzebne, szczególnie dla młodych kobiet :) Cieszę się,że jakoś próbujecie je uzupełniać. Ale ten olej brzmi strasznie, może lepiej dodać do czegoś pestki dyni? :D A może coś pokombinować z sezamem? Chyba tahini lubicie? :>
      Po prostu trzeba potrafić normalnie myśleć podczas stosowania cheat meale, na moją psychikę nie są odpowiednie. Cieszę się , że u Was się sprawdzają :)
      Tak, już się przekonałam co do kwestii Waszych preferencji w sporcie :p Jak tam kick-boxing Angelika?
      Człowiek uczy się przez całe życie, oby zawsze wprowadzał odpowiednie dla siebie zmiany!

      Usuń
    2. Już teraz nie jest tak źle z tym olejem a samych pestek i tak jemy dużo jednak one już nie są tak zdrowe :) Dziś dodałam go z młodszą siostrą do pesto pietruszkowego i był całkiem zacny ;)
      Co do kick-boxingu to kilka treningów mam za sobą i na razie zdziwiona jestem jak bardzo brakuje mi prędkości w ruchach :P

      Usuń
    3. O właśnie takie dodawanie do potrawy nielubianego produktu jest niezłym pomysłem :D No więc dziewczyny próbujcie próbujcie!
      Ciosy w kick-boxingu wydają się takie łatwe a tu każdego czeka niespodzianka! Z początku także dziwiłam się jak ciężko jest porządnie uderzyć w powietrze :p Jeżeli czujesz, że ten trening nie jest jednak dla Ciebie to bym się nie zmuszała ;)

      Usuń
    4. Nie, nie, na pewno się nie zmuszam :) Podoba mi się z każdym dniem coraz bardziej, a zwłaszcza gdy czuje wszystkie mięśnie pleców ;P Super sprawa, mam nadzieję, że wkręcę się na maksa ;)

      Usuń
  16. Bardzo fajny wpis :) Mam nadzieje, że osoby początkujące wezmą sobie do serca Twoje rady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! To moje małe marzenie :)

      Usuń
  17. Bardzo mądre i racjonalne podejście, też podzielam wszystkie punkty, o których napisałaś. Fajnie, że wspomniałaś o rozwoju osobistym jako część bycia fit. Według mnie to bardzo ważny aspekt, wchodzi w to również nauczenie się słuchania potrzeb własnego organizmu.
    Co do cheat meala to również się zgadzam. Jak dla mnie niecierpliwe wyczekiwanie na ten cheat np. w niedzielę o 8 wieczorem to już zakrawa o trochę obsesyjne podejście. Według mnie jeśli ktoś naprawdę dobrze odżywi (i dożywi) swój organizm wartościowymi produktami nie czuje potrzeby cheatów. Jedynie tak jak mówisz - posiłek nie do końca "dietetyczny", który czasem się przytrafia, traktować normalnie i bez nadawania jemu nie wiadomo jakiej filozofii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Jeżeli nie będziemy słuchać własnego organizmu szybko stracimy zdrowie.
      Oczywiście! Nie można robić wokół jedzenia wielkiego zamieszania. Nikt nie zginie od mniej ,,dietetycznego" posiłku ;)

      Usuń
  18. Zgadzam się, że dążenie do wymarzonej sylwetki zakłada już na starcie samoakceptację, inaczej może przerodzić sę w obsesję lub możemy szybko stracić motywację. To chyba najważniejszy podpunkt dla mnie. Bardzo fajny wpis, takie osobiste podejście do tematu :)

    OdpowiedzUsuń