środa, 3 sierpnia 2016

Dodatki ,,E" do żywności niezagrażające naszemu zdrowiu






Ostatnio, coraz częściej kładzie się nacisk na czytanie etykiet. Media uczulają nas na produkty, w których występują dodatki z ,,E” w nazwie. Co robi osoba, która zobaczy jakiekolwiek słowo z ,,E” na etykiecie? Zwykle nie zastanawiając się, szybko odkłada sprawdzany przez siebie produkt. Czy jest w pełni świadoma swojego wyboru? Oto kilka przykładów dodatków do żywności, które w rozsądnych ilościach nie zagrażają naszemu zdrowiu:



Inna nazwa : mączka chleba świętojańskiego, guma karobowa
Grupa : stabilizator, emulgator, zagęstnik
Zastosowanie : wyroby cukiernicze
Guma karobowa to substancja naturalna - otrzymywana jest z drzewa świętojańskiego. Zwykle ma biały lub żółtawy kolor. Nie należy jednak mylić jej z karobem, który posiada brązową barwę i wśród konsumentów jest znany jako zamiennik kakao.




Inna nazwa : ryboflawina, witamina B2
Grupa : barwnik
Zastosowanie: przyprawy, produkty zbożowe, budynie w proszku
Jest to witamina, w związku z tym korzystnie wpływa na nasz organizm. Działa pozytywnie na między innymi: nasz wzrok, układ odpornościowy oraz układ nerwowy. Jest niezbędna do prawidłowego rozwoju organizmu. Ryboflawinę bardzo trudno jest przedawkować.





Inna nazwa: guma guar
Grupa: stabilizator, emulgator, zagęstnik
Zastosowanie: słodycze, dżemy, nabiał
Jest substancją naturalną, uzyskiwaną z rośliny Cyamopsis tetragonolobus. Nie zaobserwowano negatywnego oddziaływania danej substancji przy stosowaniu jej w rozsądnych ilościach. Przedawkowanie gumy guar może przyczynić się do wzdęć.




Inna nazwa : kwas cytrynowy
Grupa : regulator kwasowości, przeciwutleniacz
Zastosowanie: wyroby cukiernicze, napoje
Kiedyś uważany jako substancja rakotwórcza. Dziś wiemy, że ta opinia była rezultatem zwykłej pomyłki w badaniach. Cykl kwasu cytrynowego od nazwiska jego odkrywcy nazywa się również cyklem Krebsa, co w języku niemieckim oznacza jednakowo ,,cykl raka”. Stąd błędna interpretacje owej nazwy. Jedna pomyłka potrafi wywołać burzę...





Inna nazwa : agar-agar
Grupa: stabilizator, emulgator, zagęstnik
Zastosowanie : słodycze, wędliny
Wytwarzany jest z wyspecjalizowanych glonów – krasnorostów. Znany wśród wegetarian, jako substytut żelatyny. Podobnie jak w przypadku gumy guar, przedawkowanie agaru może jedynie przyczynić się do wzdęć.




 
Inna nazwa : kurkumina
Grupa : barwnik
Zastosowanie: przyprawy, wyroby cukiernicze, sery topione
Kurkumina pozyskiwana jest z ostryżu długiego, czyli kurkumy. Przypisuje jej się szereg właściwości leczniczych. Według niektórych badań, kurkumina ma działanie antynowotworowe. Istnieją także opinie jakoby kurkumina łagodziła objawy choroby Alzheimera i demencji.



Przedstawiłam Wam jedynie kilka przykładów  dodatków do żywności, których nie musicie omijać szerokim łukiem. Pamiętajcie jednak, że najważniejsza jest zdrowa i racjonalna dieta. Tak jak wszystko w nadmiarze szkodzi, tak małe ilości ,,niezdrowych" produktów nie wpłyną niekorzystnie na nasz organizm. Wybierajcie świadomie i w zgodzie z własnym sumieniem!  :)

47 komentarzy:

  1. Dokładnie, niektórych ''E'' nie należy się bać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy post, wcześniej nawet nie wiedziałam że niektóre E nie są takie straszne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydatny post, jednak co do gumy guar się nie zgodzę.. nie do końca :) Jej nadmiar może wywołać dolegliwości żołądkowe... mój żołądek sobie z nią nie radzi i po produktach z jej dodatkiem mam wzdęcia a czasem kotłuje mi się po jelitach... moja mama ma to samo, więc taka niewinna to ona nie jest ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jak wspomniałam nadmiar gumy guar przyczynia się do wzdęć ;) Dlatego należy być ostrożnym z produktami, w których występuję guma guar. Tutaj zwracałabym także uwagę na kwestie osobiste. Jeden organizm źle reaguje na dajmy na to produkty nabiałowe, drugi zaś na produkty zawierające gluten. Najważniejsze jest słuchanie własnego organizmu i osobista selekcja produktów :)

      Usuń
    2. Oj wybacz... czytałam tak na szybko bo internet mi przerywało i pomieszało mi się z tą pierwszą gumą ;/ Przepraszam.... Obiecuję większe skupienie ♥
      Osobiście unikam takich produktów - zresztą nawet nazwa brzmi podejrzanie ;P A ze słuchaniem organizmu to święta prawda - chociaż nie zawsze organizm od razu daje nam sygnały, że coś jest nie tak.... czasem są to sygnały po jakimś czasie a wtedy już moze być za poźno :( Jak to jest z innym dodatkiem benzoesanem sodu - sam w nadmiarze też nie jest szkodliwy, bo od razu jest wydalany z organizmu... nawet są podane jakieś dopuszczalne normy do spożycia, które są "bezpieczne"... Podobno też sam w sobie nie jest szkodliwy tylko w połaczeniu z witaminą C jest rakotówrczy... Dobra, dobra tak jak wspomniałaś każdy organizm jest inny... to co dla jednego jest bezpieczne, drugiego może zabić. Poza tym są takie osoby (np. ja), dla których nawet najmniejsza ilość może być poważna w skutkach.... o tym już się nie mówi.

      Usuń
    3. Daj spokój :) Nie musisz za nic przepraszać! Jestem Tobie wdzięczna za to, że poświęcasz czas na ten blog. Widać, że nie komentujesz bez zapoznania się z wpisem, aby po prostu ,,odklepać" komentarz. Podoba mi się to, że podzieliłaś się swoją opinią na temat dodatków do żywności. Oczywiście tym wpisem nie miałam na celu nakłonienia osób do kupowania produktów zawierających dodatki do żywności. Chciałam pokazać, że nie wszystkie dodatki są tymi niebezpiecznymi, i że należy kupować świadomie. Ten temat jest bardzo obszerny, Twoje wnioski dotyczące między innymi tego, że nie zawsze organizm daje nam ostrzegające sygnały, są bardzo cenne i na pewno powinno się o nich mówić przy tego typu sprawach. Fakt jest taki, że wiele produktów uważa się za szkodliwe. Jeśli mamy wybór między produktem z dodatkami a tym bez dodatków, oczywiście wybierajmy to drugie. Jednak gdy jesteśmy ,,skazani" na jakiś dodatek, nie możemy wpadać w panikę. Takie zachowanie jest już bliskie ortoreksji. Po Twoich komentarzach, jestem pewna, że nie popadłaś w taką skrajność, ale wiem jak ta wiedza o zdrowym odżywianiu potrafi zniewolić człowieka. Jeśli tak źle reagujesz na niektóre produkty to masz prawdopodobnie jakąś alergię. Na Twoim miejscu także bardzo uważałabym na różnego typu dodatki.

      Usuń
    4. "Poświęcać"???? Nie przesadzaj... czas spędzony na czytaniu tego bloga jest bardzo przyjemny :) I cieszę się, że blog istnieje, pojawiają się tak ciekawe posty i mogę je czytać ;)
      Rozumiem i domyśliłam się, ze tym wpisem chciałaś pokazać, ze nie wszystkie dodatki do żywności są szkodliwe - bo tak jest a wiele osób widząc w składzie E nie kupuje dany produkt, chociaż ma na niego ochotę... nie kupuję bo myśli że E to coś złego a rzeczywiście tak jak wspomniałaś nie wszystkie E są złe :) Piszesz bardzo mądrze i dojrzale.. wiadomo, że lepiej wybierać naturalne produkty... tylko czasem nie rozumiem ludzi, którzy nie dopłacą np. 1zł do danego produktu bez E a kupią ten z E bo taniej... teraz taniej a po jakimś czasie może nam zaszkodzić i wydamy sporo pieniedzy na leczenie i nic nie zaoszczędzimy ;/

      Ortoreksja to zło i nie zycze tego nikomu... Od dziecka mam jakby to nazwać "skazę genetyczną" i muszę sprawdzać składy bo to może skończyć się dla mnie źle... jestem "skazana" na ciągłe sprawdzanie składów i to nawet tych produktów, które znam (bo przecież czasem zmienia się ich skład)... np. mówi się, że benzoesan sodu w jakieś dopuszczalnej ilości nie jest szkodliwy bo jest wydalany z organizmu a dopiero w połączeniu z witaminą C tworzy rakotwórczy benzen... mi nawet najmniejsza ilość benzoesanu moze zaszkodzić i tutaj nie chodzi o żadną alergię... Może właśnie przez te dziedziczne "dolegliwości" mój organizm właśnie tak reaguje na niektore nawet nieszkodliwe dodatki. Składy sprawdzać muszę ale też staram się nie popadać w obłęd... np. jeśli pojadę w gości to poczęstuje się ciastkiem ze sklepu - od jednego ciastka nie umrę a też nie wypada się nie poczęstować jak wszyscy jedzą :)

      Usuń
    5. Bardzo mądre podejście!Niestety niektóre osoby wolą mieć tę złotówkę w kieszeni i wybrać chemię. Kwestia zdrowia idzie na dalszy plan... Taka dolegliwość musi być uciążliwa, ale ma też swoje plusy. Zawsze kupujesz świadomie. Jeszcze nie słyszałam o przypadku by ktoś umarł przez ciastko ;D Dlatego też bym tak postepowała na Twoim miejscu ;) a w przypadku babcinych wypieków już w ogóle byłabym spokojna :D

      Usuń
    6. Niestety.. dobry przykład do ludzie w marketach - kupują bułki po 20 groszy a przecież to nawet koło bułki nie stało i nawet nie smakuje pieczywem ale liczy się oszczędność a to wcale nie jest oszczędzanie.... Ja to czasem żartuję, że mój organizm to taki wykrywacz ukrytej chemii :) Kiedyś kupiłam jakiś serek w którego składzie nie było gumy guar (nie napisali) i po jego zjedzeniu miałam pewne dolegliwości, za drugim i trzecim razem to samo - to nie mógł być zbieg okoliczności... na pewno ta guma w tym serku była, tym bardziej że przed zmiana opakowania wymieniano ją w składzie... Podobnie było z pieczywem z mojej piekarni - po zjedzeniu bułek pełnoziarnistych zawsze miałam zgagę, piekł mnie żołądek (albo wątroba...dokładnie nie wiem) - bułki pewnie były farbowane i dlatego od kilku lat jem tylko domowe pieczywo (chociaż przyznaję, że dwa razy zjadłam croissanta z marketu a to dlatego, że nigdy nie jadłam i chciałam spróbować a babcia i mama nie pieką). Co do babcinych wypieków.... moje babcie nigdy dla mnie i mojej siostry czegoś nie upiekły... jedna to piekła tylko kichliki (takie bułeczki cynamonowe) ale to dla dziadka a wypieki drugiej jadłyśmy i jemy tylko jak pojedziemy na święta... ale sernik babci jest the best i jak teraz od marca a może kwietnia jem wegańsko, to gdyby babcia podsunęła mi pod nos swój sernik pewnie bym go zjadła :D

      Przepraszam, że się tak rozpisałam ;)

      Usuń
    7. Nie przepraszaj! Lubię czytać komentarze, w których można poznać bliżej osobę ;) Te sklepowe bułki... Niektóre są lekkie jak piórko, gdy w rękach zgniecie się taki puch , zostanie jedynie malutka kuleczka. Ani to zdrowe ani nie da się tym najeść... Mogłabyś zostać taką Magdą Gessler! Z tym, że nie testowałabyś restauracyjnych potraw tylko produkty spożywcze ;D
      Dziadek mógł poczęstować swoje wnuczki! :> Pamiętam jak z siostrą cioteczną odwiedziłyśmy naszą prababcię (było to z 10 lat temu) zastałyśmy ją dekorującą lukrem drożdżowe bułeczki z budyniem. Poczęstowała nas dwiema. Nigdy nie zapomnę tego smaku, rozpływały się w ustach! Wstydziłyśmy się poprosić o drugą porcję, zaczęłyśmy je tak komplementować, ale prababcia chyba nie zrozumiała naszych intencji ;D Wiem, że weganie nie byliby zadowoleni z tego co powiem, ale dla sernika babci warto złamać swoje zasady! ^^

      Usuń
    8. Coś w tym jest... moja mama mówi, ze one są jak kit i z miąższu można lepić kuleczki i nimi strzelać... strach pomyśleć jak w jelitach robi się taka wielka kula a potem człowiek zdziwiony, ze ma zaparcia ;P E tam Magdą Gessler... nie przesadzajmy :) Aż takiej wiedzy nie mam zresztą Ona również (z całym szacunkiem do tej kobiety), czasem wydziwia i wymyśla.... zastanawiam się, czy w Jej restauracjach też przestrzega zasad o których mówi ;)

      Dziadzio nie musiał się nimi dzielić bo dzieciaki same brały jak chciały :D Poza tym akurat kichliki nie należały do wypieków, które lubiłam... Nie smakowały mi ale je jadłam.. w sumie nie wiem dlaczego :P Może dlatego, ze ślicznie pachniały a może dlatego aby babci nie zrobić przykrości :)Smaki, które zostają z nami na lata.... oj wiem coś o tym... pamiętam jak 8-9 lat temu w malutkiej Nałęczowskiej piekarni (schodziło się tak jakby do garażu) codziennie rano szłam z mamą lub szwagrem (wtedy jeszcze nim nie był) po jagodzianki... były jeszcze cieplutkie i takie pyszne... to były jagody w cieście drożdżowym a nie bułka z jagodami... jagód było do groma a potem po ich zjedzeniu miało się fioletowe zęby, język, usta... nigdy nie zapomnę ich smaku.. pamiętam, ze tak mi smakowały, że potrafiłam zjesc 2-3 na raz ;P Nie mogłam się im oprzeć tak były pyszne... zastanawiam się, czy ta piekarenka jeszcze funkcjonuje.... wtedy to było na wyjeździe bo jestem z innego miasta...

      A bułeczki o których piszesz??? Musiały być jeszcze smaczniejsze :) I nie trzeba było się wstydzić poprosić o kolejną - w końcu to rodzina ;)

      Wiesz... weganką nie jestem... w sumie nie wiem czy nią jestem, czy nie. Przez długi czas byłam laktoowo.. jadłam twarogi, od czasu do czasu jajka, potem po latach przestało mnie ciągnąć do nabiału - twaróg jadłam raz na tydzień-dwa, potem raz na miesiąc a teraz w ogóle... w ogóle nie mam na niego ochoty... nie ciągnie mnie :) Uznaję zasadę aby nie robić nic wbrew swojemu organizmowi - wcześniej czułam potrzebę jedzenia nabiału a teraz nie i go nie jem... nie wiem czy mogę mówić o weganiźmie... a na wege przeszłam z powodów etycznych ;)

      O rany i ponownie wyszła mi litania ;P

      Usuń
    9. Już myślałam, że kichliki były wyłącznie dla dziadka ;D Jako dziecko też nie przepadałam za tymi bułeczkami, może to właśnie kwestia wieku. Chociaż znam takie osoby, które od dziecka uwielbiają kichliki.
      Jak miło się czyta takie opisy momentów z dzieciństwa :) I to była (chociaż mam nadzieję, że jest) porządna piekarnia! Nadzienie ma wielki wpływ na smak wypieku, kiedy jest go za mało człowiek czuje się jakby jadł suchą bułkę... Jestem po obfitej kolacji, a po przeczytaniu opisu tych jagodzianek od razu zgłodniałam!

      Kiedy wracałyśmy z siostrą od prababci do naszej babci, to całą drogę rozmawiałyśmy o tym, jak mogłyśmy nie poprosić o kolejną bułeczkę. Chciałyśmy jeszcze wrócić, ale w końcu odpuściłyśmy. Do dziś żałujemy ;)

      Z nabiałem miałam dokładnie to samo. Kiedyś nie mogłam zrozumieć jak można zrezygnować z nabiału, kiedy na przerwach moja klasa jadła kanapki, ja z kolegą wcinaliśmy serki wiejskie z jakimiś dodatkami. Dzień bez serka wiejskiego był dla mnie dniem straconym... W końcu nabiał mi się przejadł, zaczęłam interesować się wegańskimi produktami typu hummus, tofu. Jednak zdarza mi się zjeść twaróg, jakieś sery pleśniowe. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Jedzmy w zgodzie z naszym sumieniem i organizmem :)

      Jeszcze jest niedziela, dlatego Twoja litania idealnie wkomponowała się w mój dzień :D

      Usuń
    10. A słyszałaś o kichlikach??? Na prawdę? Jak o nich piszę to wiele osób nie wie o co mi chodzi :P One charakteryzowały się tym, że były "specjalnie składane" ;) Twoja babcia lub prababcia również je piekły? Podobno to przepis z Wołynia :)

      Oj nie takiego dzieciństwa bo miałam wtedy 16 lat ale to było dość dawno :) Po zjedzeniu takich bułeczek nic nie robiło się w żołądku, nie było zgagi itp. a jagodzianka była ciężka od jagód :) Ale za dużo nadzienia to też źle bo w sumie nie ma czym się najeść - bo to jednak ciasto syci... grunt to odpowiednie proporcje :)
      Dzisiaj w Tesco przechodziłam obok pieczywa i widziałam tam płaskie lecz owalne bułki, które skojarzyły mi się z owalnymi krążkami do hokeja (bo były płaskie)... zastanawiałam się co to jest a to była jagodzianka ;P A co dobrego jadłaś na kolację ? :)

      Takie wstydliwe byłyście ? ;)

      Serki wiejskie na przerwach? Przypomniałaś mi jak w gimnazjum moi koledzy robili składkę i kupowali sobie bochenek chleba i śledzie w wiaderku :P Potem śmierdziało tymi śledziami na całą klasę ;P A wracajac do nabiału - to czasem jest taka "moda" na jedzenie dużej ilości twarożków a czasem organizm się domaga, potrzebuje tego i człowiek nawet jedząc codziennie twaróg nie czuje się źle, nie ma żadnych dolegliwości, boleści.. z czasem też coś się przejada (tak jak wspomniałaś)... chociaż niektóre produkty nie mogą się przejeść :D

      Haha.... ja to litanie wypisuje bez względu na to czy jest niedziela, czy nie :P W LO nauczycielka obniżała mi ocene za moje prace... powiedziała, że buduje zbyt rozbudowane zdania i piszę za dużo :P A w gimnazjum polonistce to nie przeszkadzało :P

      Usuń
    11. Zrozumiałam, że kichliki to po prostu bułeczki cynamonowe, wyglądające mniej więcej tak : http://codojedzenia.pl/wp-content/uploads/2013/02/owsiane-bulki-z-cynamonem.jpg. Dlatego nie pytałam co to jest, ale tym ,,specjalnym składaniem" otworzyłaś mi oczy ;) Musiałabym więc je zobaczyć aby stwierdzić czy takie jadłam. Niestety wujek google coś nie chce mi pomóc i pokazuje cinnamon rolls ;)

      Zgadzam się z tymi odpowiednimi proporcjami! Aby trafić na takie ,,idealne" słodkie bułeczki trzeba znać dobrą piekarnię albo samemu odpalić piekarnik. Domowe wypieki smakują zupełnie inaczej, wczoraj upiekłam drożdżówki dla moich rodziców (no i dla mnie też :P) i z dwunastu zostały dziś tylko dwie ;D Muszę zobaczyć, czy w moim mieście tesco też sprzedaje takie krążki od hokeja ;>

      Kiedy pisałam poprzedni komentarz byłam po zabieganym dniu, w dzień prawie nic nie jadłam dlatego wszystko uzupełniłam pod koniec wieczoru, było dużo warzyw takich jak fasolka, kalafior,bób, polałam je masełkiem klarowanym, później zjadłam łososia wędzonego na gorąco z biedronki z kromkami chleba, podsmażony cały krążek camemberta z jakimiś dodatkami, oliwki, biszkopty i kilka kostek czekolady. Jadłam to przez 2 godziny, dla innych może to wyglądać trochę dziwnie, ale próbuję codziennie przekraczać swoje zapotrzebowanie kaloryczne ;)Dlatego zdziwiłam się jak po przeczytaniu opisu jagodzianek poczułam, że mam jeszcze miejsce w żołądku ;D

      Nie wiem, która była bardziej wstydliwa! Teraz już to się zmieniło :)

      Haha śledzie w wiaderku, jakie swojskie chlopy! :D Wyobrażam sobie ten nieprzyjemny zapach, no i co tu z takimi zrobić... Raczej szkoła nie zabroni uczniom jedzenia na przerwach śledzi ;> Każdy chyba ma czasami takie parcie na jakiś produkt. Wówczas nie ma co się sprzeciwiać organizmowi. Mi nie może się przejeść bób, a to już koniec sezonu... A Ty co jadłabyś każdego dnia?

      Właśnie to zależy od nauczyciela. U mnie w liceum także nauczycielka nie lubiła gdy uczeń oddawał jej długie prace. Może to też kwestia tego, że w liceum jest więcej materiału, w wyniku czego nauczyciele mają więcej prac do sprawdzenia i czasami staje się to dla nich uciążliwe. No i też uczą do matury, a tam liczy się taka umiejętność łatwego wyrażenia swoich myśli. Chociaż jeżeli w twoich pracach nie odbiegałaś od tematu i pisałaś całkiem treściwie to nauczycielka nie powinna się czepiać ;)

      Usuń
    12. Przepraszam.. w takim razie to ja namieszałm... No niestety "wujek google" nie pomoże bo mało kto o nich słyszał ale są takie osoby :) Może gdyby spytać babcie, prababcie to by wiedziała ;) Bułeczki swoim wygladem przypominaly te http://pu.i.wp.pl/bloog/84785601/51240199/PC020014_Buleczki_z__GG_medium.jpg tylko babcia ciaśniej je składała... miały więcej złożeń i były one mniejsze. Bułeczki też smarowało się masłem, posypywało cukrem i cynamonem a potem składało w taką harmonijkę ;)

      Proporcje są ważne we wszystkim ;) Ja sama piekę bo u mnie w mieście nie ma dobrych piekrani... po tym pieczywie piecze w żołądku a tato po drożdżówkach ma zgagę.. wszedzie dodają mleko w proszku, tłuszcz wieprzowy lub inny a to nie jest zdrowe ;/ W domu można wyczarować pieczywo z naturalnych składników... szkoda ze nie w każdym mieście są takie dobre piekarnie z tradycją :(

      To bardzo smacznie jadłas, różnorodnie, kolorowo, zdrowo :) A będzie tajemnicą jeśli spytam, czy przekraczasz limit kalorii ze względów zdrowotnych? ;)I nie ma nic dziwnego w tym, że mimo sytości miałaś ochotę na jagodziankę - to normalne :) Wiele osób tak ma, że jak coś brzmi lub wygląda smacznie to nabiera na to ochoty (ja te jagodzianki wcinałam mimo iż na prawde nie miałam miesca w brzuchu ale wyszło mi to na zdrowie bo i tak miałam niedowagę:P) tylko najczęściej bywa tak, ze jedlibyśmy tylko oczami :P

      Co zrobić? Klasę wywietrzyć :D Ale przynajmniej chłopaki odzywiali się zdrowo a nie jakieś chipsy :) Jak był sezon na truskawki i czereśnie to wcinałam je codziennie a nadal mi ich brakuje (jednorazowo zjadałam 1kg czereśni) :P A teraz ??? Od jakiś 6 mieisęcy dzień w dzień jem kaszą gryczaną i przejeść mi się nie moze ;D Do tego pieczarki, pomidory, ogórki z ogródka.. a ogórków już nie ma ;/

      Być może ale jak się jest na profilu humanistycznym to też nie powinno się aż tak ganić i obniżać za to ocenę.. takie jest moje zdanie ;) A pisać to zawsze pisałam na temat :)

      Usuń
  4. Wiele osób nie może pojąć tego, że nie wszystko co E jest niezdrowe. Np. ksylitol czy erytrytol opisywany na naszym blogu ma również swoją nazwę rozpoczynającą się na E i to z reguły wiele osób odstrasza uważając produkt za chemie w proszku. Druga storna jest taka, że co do niektórych tego typu dodatków można by się nieco posprzeczać :P Przykładowo kwas cytrynowy jest pozyskiwany za pomocą pleśni Aspergillus niger. Ten sam kwas używany jest jako silny środek czystości np. do mycia WC. Z tego powodu, ze kw. cytrynowy dodawany jest praktycznie wszędzie, bardzo silnie osłabia zęby i szkliwo, wzmaga wchłanianie się do krwi metali jak ołów czy aluminium co może prowadzić do upośledzenia mózgu. ("Chemia w pożywieniu" dr Hans Ulrich Grimm)
    Podobnie jak Ervisha również źle reagujemy na gumę guar i choć jest naturalna każdy z problemami ukł. pokarmowego powinien na nią uważać, jednak nie uważamy, że trzeba jej się bać jak ognia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo cenne uwagi! Ja jestem zdania, że każdemu dodatkowi do żywności, czy produktowi można byłoby coś ,,zarzucić" . Do naukowych badań powinniśmy podchodzić z pewną rezerwą. Jeśli człowiek polegałby całkowicie na badaniach naukowych, jego dieta byłaby naprawdę uboga. Przyznam się, że od dłuższego czasu nie czytam artykułów o szkodliwości produktów, staram się jeść racjonalnie i zachowywać w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Nie bez powodu słyszymy często, że we wszystkim należy znać umiar. A z tymi dodatkami do żywności typu guma guar, czy kwas cytrynowy na pewno trzeba bardziej uważać ;) Jak wspominałam w komentarzu do Ervishy, najważniejsze jest słuchanie własnego organizmu. Jeśli więc ktoś ma problemy układu pokarmowego, powinien jeszcze bardziej zwracać uwagę, co ląduje na jego talerzu :)

      Usuń
    2. Tylko, że normalny kwas cytrynowy z cytryny (podany w postaci wody z cytryną) również może powodować obniżenie pH do ok 5 a to powoduje erozję naszego szkliwa.

      Podjęłaś się bardzo trudnego i kontrowersyjnego tematu. Większość dodatków do żywności szkodzi i nawet my możemy o tym nie wiedzieć (czytaj: organizm nie daje żadnych objawów). Prowadzone są stale badania i kwestie tego typu, czy dany dodatek szkodzi, czy nie co jakiś czas wypływają na światło dzienne a później mówi się, że to mit.
      Bardzo kontrowersyjna kwestia jest z aspartamem i acesulfanem K, glutaminian sodu to już oddzielna kwestia. To są dodatki, które prawie każdy z nas używa na co dzień.

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o dodatki do żywności to według mnie wszystko co zostało wyprodukowane w laboratorium (mam na myśli te dodatki)nawet jeśli nieszkodliwe, to do końca nie są zdrowe - w końcu zostały wyprodukowane w "nienaturalny sposób" - wystarczy też popatrzeć na to o czym wspomniały Pandki.... niektóre dodatki są stosowane zarówno do żywności jak i do przetwórstwa chemicznego.... Mówi się, że nie szkodzi ale w takim razie dlaczego stosuje się również w innym dziale? To jest troche dziwne... Nasze babcie do swoich wyrobów nie używały żadnych polepszaczy, wzmacniaczy itp a żywność trzymała świeżość a jaki miała smak.... Wydaje mi się, ze to do końca nie jest wcale takie nieszkodliwe....

      Usuń
    4. Blueberry: Tak samo jest z innymi owocami, które posiadają ten naturalny kwas ale tak jak napisałyśmy kw. cytrynowy jest w prawie wszystkich pakowanych produktach i działa na nasze zęby a cytryny nie jemy przez cały dzień i do każdego posiłku. Spożywamy tego kwasu częściej niż kiedyś i to w większości zupełnie nieświadomie.
      Ervisha: Też mamy podobne odczucia. Jesteśmy podejrzliwe co do substancji wyprodukowanych nienaturalnie ale nie dajmy się zupełnie zwariować :) Dobrze jest mieć jakieś pojęcie na ten temat aby wyrobić swoją listę tych, których się unika a na które można przymknąć oko od czasu do czasu.

      Usuń
    5. Zgadzam się z tym zwariowaniem... można popaść w obłęd, jednak jak to napisała wyżej Ada "mając do wyboru naturalny produkt a ten przetworzony, lepiej wybrać naturalny" (i nawet dopłacić tę złotówkę) ale jakieś pojęcie o E trzeba mieć :)

      Usuń
  5. Trudno się odnaleźć w tym gąszczu różnych dodatków :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo bardzo świetny post, zawsze bałam się 'E'. Gdy widniało na jakims produkcie, stanowczo mówiłam 'eee, tego nie bierzemy' :D później dowiedziałam się że nie każde 'E' jest szkodliwe. Teraz wiem co kryje się pod tymi kilkoma 'E' które opisałas. MIMO zdobytej wiedzy nadal będę się trzymac z daleka bo co od kurki to bez E i od krówki to od krówki. Ale czasami;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy takie samo podejście! Racja, co od krówki to od krówki ;) Jak napisałam w komentarzu do Ervishy, jeśli mamy wybór między produktem z dodatkami ,,E" a tym bez wybierajmy ten drugi. To co zdrowe i naturalne nie potrzebuje polepszaczy :) Jednak gdy nie mamy wyboru to nie musimy rezygnować z kupna produktu. Umiar i zdrowe podejście do jedzenia są najważniejsze ;)

      Usuń
  7. Kiedyś miałam taką aplikację, w której mogłam poczytać o każdym "E", więc wiedziałam że nie wszystkie są szkodliwe. Bardzo ciekawy pomysł na post:)
    pelnapasji.blogspot.com
    Obserwujemy? Zacznij i daj znać u mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedyś szczegółowo wnikałam w te wszystkie E, teraz nieco mniej - ogólnie unikam wszystkie ;-))

    OdpowiedzUsuń
  9. ja się nei znam na tych E:D nie czytam ich biorę kupuje jem i tyle ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. nie każde E jest takie groźne-warto sprawdzać co się kupuje:) Ja po najbardziej naturalnych produktach niestety cierpię-typu kasze, chleb z pełnego przemiału, surowe warzywa inne niż pietruszka i pomidor. Więc najlepiej obserwować swój organizm :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Dużo ludzi boi się tych E ,a właśnie niektóre z nich nie są szkodliwe dla nas. Warto na składzie żywnościowym szukać innych złych substancji.
    Może wspólna obserwacja-zacznij :)
    Zapraszam http://natalie-forever.blogspot.com/2016/08/maso-cupuacu.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajny post kochana, fajne zestawienie szkodliwych E, ja zawsze zwracam uwagę na skład i wybieram to co zdrowe :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem jedną z tych osób, które nieodpowiedzialnie podchodzą do zakupu produktów żywieniowych. Nigdy nie patrzę na etykiety. Kupuję to, co mi smakuje. Chociaż ostatnio kolega zaczął mnie za to besztać, więc chyba zacznę je w końcu czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na szczęście już coraz rzadziej spotykam E na opakowaniach, raczej są podawane pełne nazwy.

    OdpowiedzUsuń
  15. Fajny wpis :) ja bardzo zwracam uwagę na składy zazwyczaj, przeważnie unikam tych na ktorych jest "E" wolę wybierać ptodukty oznaczone pełną nazwą niż skrutem. Ale i tak wybieram te prodykty które mają prosty i krótki skład :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Kochana za ten artykuł. Dodaję do zakładek i teraz będę bardzo uważać na wszystkie E. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć! Jak wspomniały tutaj niektóre osoby, w świadomych zakupach zawsze może nam pomóc aplikacja na telefon, która będzie nas informować o szkodliwości produktu ;) Również pozdrawiam!

      Usuń
  17. Bardzo ciekawie zwróciłaś uwagę na właśnie te dodatki, które nie są w rozsądnej ilości szkodliwe, a które czasami są konieczne. Super, że ujęłaś temat z drugiej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  18. jak widzę E to mam ochotę wywalić to prze zokno

    OdpowiedzUsuń
  19. Dlatego przydatny jest Internet, żeby móc wyszukać, co to jest właściwie to E... Przyznam się szczerze, że czasem jak widzę coś z E, to odkładam na półkę, ale nie zawsze - nie ma co robić z igieł wideł i przy racjonalnej diecie nawet odrobina aspartamu nie powinna wpłynąć na nasz organizm (chyba że jest bardzo wrażliwy). Ciekawy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam takie samo podejście, do wszystkiego należy podchodzić z głową (powtarzam to setny raz :p)

      Usuń
  20. Od E ciężko jest uciec, niestety... teraz jest wszędzie i ma zły wpływ na nasz organizm...

    OdpowiedzUsuń
  21. Staram sie unikać produktów z E, ale zdarza mi się jeść je w słodyczach. Póki co nie czuję żadnych negatywnych skutków, ale wiem, że wiele osób reaguje nawet na te opisywane jako nieszkodliwe. Myślę, że umiarkowane ilości nie zaszkodzą, no chyba że organizm daje nam znać, że ich nie toleruje, to lepiej wykluczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Przydatny post, próbuje unikać "e" jak tylko mogę, bo sama zauważam, że mój organizm źle reaguje na konserwanty.

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo ważny temat, ja już się nauczyłam kupować produkty z czystym składem, robię wyjątki bardzo sporadycznie, a obecnie to w zasadzie jem tylko to, co przygotuję sama od podstaw z produktów bazowych. Na zakupach bardzo przydaje się aplikacja na komórkę, dzięki której można szybko sprawdzić czy dodatek jest szkodliwy, czy bezpieczny. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Taka aplikacja na pewno mi się przyda :)

      Usuń
  24. Świetny i bardzo przydatny post. :) Niestety od takich dodatków nie uciekniemy, bo są dodawane praktycznie do wszystkiego. Przez to sprawdzanie składu wszelkich produktów jest już obowiązkiem. Najlepiej byłoby mieć zawsze przy sobie mini słownik z tymi wszystkimi nazwami. ;) Nie wiedziałyśmy, że guma guar, może powodować takie dolegliwości, będziemy teraz zwracać na nią większą uwagę. Pozdrawiamy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Od takich dodatków nie da się uciec, no chyba, że ktoś decyduje się na bardziej restrykcyjną dietę. Ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku i kupowanie ,,z głową" :) Jak wspomniane zostało w komentarzach, taki mini słownik może zastąpić nam aplikacja na telefon ;)

      Usuń