piątek, 18 listopada 2016

Myśli osoby chorej na ED. Moment przełamania.


Ta prawda dochodzi do mnie powoli. Z dnia na dzień jej waga wzrasta. Satysfakcja z silnej woli, przemieniła się w niepokój.

Jak to się stało, że boję się jedzenia? Dlaczego walczę ze sobą gdy mam dodać do przepisu mąkę? Nie zwykłą mąkę, tylko pełnoziarnistą... Ale to przecież dalej mąka! Ten problem mogę oczywiście rozwiązać, a raczej nie rozwiązać, tylko przed nim uciec, czyli nie dodawać do przepisu żadnej mąki. Jednak czeka mnie coś o wiele trudniejszego - święta spędzone z rodziną, przy stole... z jedzeniem. Czuję, jakbym popełniła przestępstwo, a karą za nie jest zakaz jedzenia.

A może właśnie popełniłam przestępstwo? Przecież skatowałam samą siebie i to tak boleśnie, że straciłam zdrowy rozsądek. Jestem coraz słabsza, poddaję się w walce z ,,tym głosem", nienawidzę własnej siebie.

Mimo wszystko, nie chcę tak zakończyć swojego życia. Chcę w końcu być szczęśliwa, spełniać swoje marzenia, spędzać czas z bliskimi - żyć. Może niektórzy skierowali już mnie na straconą pozycję, ale ja nie powiedziałam ostatniego słowa! W końcu zaczynam zdawać sprawę, że to ode mnie zależy czy będę czuć się szczęśliwa. Znajduję w sobie tę siłę, która tak długo czekała na moje przebudzenie. Właśnie tak się teraz czuję - jakbym obudziła się z koszmaru.Nie przekręcam się na drugi bok w celu drzemki, gdyż akcja koszmaru może się rozwinąć. Ocieram więc pot z czoła, nabieram głęboki wdech i wracam do świata realnego. Wiem, że początek będzie trudny, wiem, że w drodze ku szczęściu czeka na mnie wiele przeszkód. Jednak coraz bardziej jestem świadoma swojej siły.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Powyższe słowa są efektem powrócenia wspomnieniami do czasów rozwoju choroby. Mimo, że już niecałe 3 lata temu powiedziałam chorobie ,,nie" , to uczucia, jakie mi wtedy towarzyszyły, zostały w moim sercu. Spróbowałam jak najlepiej przekazać moje myśli z tamtych czasów.

Dzień z życia anorektyczki w dużej mierze składa się z wewnętrznych rozmów z samym sobą. Osoba chora często miewa skrajne myśli. Sądzę, że ten wpis poniekąd zobrazował tę kwestię. Najważniejsze, co chciałam w nim zawrzeć - zwykle osoba cierpiąca na zaburzenia odżywiania pragnie wydostać się z kajdanów dręczących ją myśli. Ironiczne jest to, że myśli jak pozbyć się myśli. Ne możemy wyłączyć myślenia, możemy je jednak zmienić. Grunt to próbować ze wszystkich sił pozbyć się złego głosu w głowie. Jak? Ignorować go! Na różne sposoby! Zastanowić się dlaczego warto jest dążyć ku szczęściu, wrócić wspomnieniami do czasów dzieciństwa, porozmawiać z bliską osobą. Brzmi banalnie, prawda? Zapewniam, że te metody bardzo mi pomogły.

Nikt nie rodzi się z negatywnym myśleniem. To my sami kreujemy nasze podejście do życia. Czy zdajesz sobie sprawę, że masz w swoich rękach własne życie? Chcesz je zgnieść i rzucić w kąt, czy może o nie zadbać i wzbić ponad wszystko?

42 komentarze:

  1. "Czy zdajesz sobie sprawę, że masz w swoich rękach własne życie? Chcesz je zgnieść i rzucić w kąt, czy może o nie zadbać i wzbić ponad wszystko?"

    Te słowa mówią wszystko - w nich zawarłaś całą moc i przesłanie swojego postu. Niestety osoby chore często poddają się tym myślom, nie potrafią odnaleźć sobie pokładów siły, te myśli je zadręczaja a kręcą się one tylko i wyłącznie wkoło jedzenia a właściwie niejedzenia - bo jest kombinowanie jak nie zjeść...Moja mama mówiła, ze te natretne myśli są z wygłodzenia....
    Taki moment przebudzenia jest bardzo ważny i potrzebny - ważne by coś lub ktoś sprawił, że osoba chora dostrzega problem, widzi, ze jest źle... musi sobie uświadomić czego tak na prawdę chce w życiu, czego pragnie a potem robić wszystko by to osiagnąć, dążyć do celu. Nikt nie mówił, że będzie łatwo ale mimo tego nie wolno się poddawać ale przede wszystkim trzeba widzieć problem, uświadomić sobie, że tkwiąc w sidłach anoreksji powoli zbliżamy się do końca... to my podążamy do śmierci a nie śmierć przychodzi po nas.. to my się do niej zbliżamy... trzeba chcieć zrobić coś by się od niej oddalić. Tobie się udało co bardzo mnie cieszy i wierzę, ze dzięki takim wpisom jak ten, wiele chorych dziewczyn chociaż przez krótką chwilę zastanowi się nad swoim życiem, ktore powoli zbliża się do końca. Jak napisałaś nasze życie jest w naszych rękach - możemy je zniszczyć lub sprawić by było piękne, wspaniałe i takie o jakim zawsze marzyliśmy.

    Dziękuję, że o tym piszesz ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem pewna, że gdybym w czasie choroby przeczytała Twoje słowa o podążaniu do śmierci, szybciej bym przejrzała na oczy. Bardzo mocne słowa, które ukazują realia anoreksji. Jak wiesz, jestem Tobie wdzięczna za wsparcie, za obecność na moim blogu, za szczere słowa!

      Usuń
    2. Dziękuję, ze tak myślisz i piszesz ale nie możesz mieć 100%-ntowej pewności. Tak na prawdę nie wiesz co by było, jak by się potoczyło, co byś myślała i na co "pozwoliła by choroba". Tak jak już pisałam nic w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny - wiadomo, że to by kierujemy swoim zyciem, mamy na nie duży wpływ ale to co nas spotyka dzieje się po coś i nigdy nie można siebie obwiniać o podjęte decyzje, czy popelnione błędy. Chcoć to trudne i często nie do końca możliwe dobrze jest odciąć się od tego złego co było, zapomnieć a żyć teraźniejszością i przyszłością - zadbać o to by były one piękne, wymarzone, by były to najszczęśliwsze chwile w naszym życiu ;)
      Jest mi bardzo miło, ze jestem dla Ciebie wsparciem - nie zdawałam sobie z tego sprawy na prawdę ;) Ale to ja jestem wdzięczna Tobie za to, że tutaj jesteś i postanowiłaś dzielić się swoim doświadczeniem z innymi, pomagać im i to z całych sił i serca. Tego typu wpisy z pewnością uświadamiają pewne rzeczy również tym, którzy myślą, że są zdrowi, którzy są zdrowi.. czasem nawet takie osoby mają pewne nawyki. Na prawdę robisz tutaj wiele dla innych a tym samym i dla siebie bo mam wrażenie, że tego typu posty są dla Ciebie tak jakby "oczyszczeniem", zrzuceniem z siebie ciężaru, cieżaru przykrych wspomnień...

      Usuń
    3. Oczywiście zdaję sobie z tego sprawę, ale w głębi serca wierzę, że Twoje słowa wpłynęłyby na mój sposób postrzegania życia :)
      Przedstawiłaś idealną receptę na szczęście!
      Po swoich doświadczeniach czuję pewien obowiązek dzielenia się świadectwem z innymi. Muszę przyznać, że po pewnym czasie pisania wpisów związanych z tematyką zaburzeń odżywiania, poczułam, że staję się dzięki nim coraz silniejsza.

      Usuń
    4. Dziekuję - to miłe co piszesz :)
      Mówisz idealną? :) Być może, chociaż wydaje mi się, ze dla każdego taką idealną receptą będzie co innego - w zależności od własnych doświadczeń, priorytetów, "bagażu życia" ;) A ten przepis na szczęście znasz? http://mocnaklejek.pl/1688-thickbox_default/przepis-na-szczescie.jpg :)

      I to jest piękne - piękne jest to co robisz i w jaki sposób to robisz.... robisz coś pożytecznego dla innych (dzieląc się swoimi doświadczeniami, doradzajac, wspierając, przestrzegając) i dla siebie bo jak sama wspomniałaś stajesz się co raz silniejsza i pomaganie sprawia Ci radość :)

      Usuń
  2. O tak, te myśli potrafią umęczyć człowieka :/ Nie przechodziłyśmy przez anoreksję ale coraz szersze niwelowanie produktów ze swojej diety powodowało ten właśnie dyskomfort podczas rodzinnych spotkań, świąt itd. Myślałyśmy, że skoro wykluczyłyśmy z diety tą przykładową mąkę to nie możemy tak po prostu ją zjeść raz na jakiś czas bo to oznaczałoby "złamanie zasady", zaprzepaszczenie tego "eksperymentu", którego przeprowadzałyśmy na własnych organizmach. Z drugiej strony ten dość ciężki okres zakończył się jakby wynikami tego eksperymentu i dziś przynajmniej wiemy co konkretnie jest dla nas dobre a co wywołuje niepotrzebne dolegliwości. Mimo wszystko ten okres był dla nas (z perspektywy czasu) sporą udręką więc poniekąd rozumiemy z jakim problemem i Ty musiałaś się zmagać.
    Dobrze, że teraz znamy się w tych naprawdę świetnych momentach, bo tak własnie odbieramy nasz aktualny stan umysłu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także bardzo się cieszę, że te ciężkie momenty mamy już za sobą :) To jest straszne, jak jedzenie potrafi owładnąć umysłem człowieka. Na szczęście, gdy już człowiek pozbędzie się tego problemu, to będzie starał się do niego nie wrócić.

      Usuń
    2. Dokładnie bo wie ile stracił. Chyba teraz cieszymy się na święta bardziej niż za dzieciaka gdy pomyślimy o tych wszystkich daniach i wypiekach, które zrobimy dla siebie i naszych bliskich :)

      Usuń
    3. Właśnie! Dla bliskich! W świętach o to właśnie powinno chodzić-by zwrócić uwagę na drugiego człowieka, nawet nie tylko tego bliskiego :)

      Usuń
  3. Ostatnie słowa Kochana są na prawdę piękne ! Cieszę się, że wydostałaś się z tej choroby, aczkolwie z doświadczenia wiem, że zawsze coś w myślach naszych zostaje. Bądź silna bo przecież jesteś silna ! I chociaż się nei znamy Kochana to wiedz , że jestem dumna z Ciebie, bardzo dumna ! Całuję Ciebie mocno !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z całego serca Ci dziękuję! Coś zostaje, ale nie daję temu czemuś nabrać siły i staram się jak najszybciej pozbyć negatywnych myśli :)

      Usuń
  4. Jestem z ciebie dumna, że wygrałaś walkę o własne szczęście i lepsze życie. Jestem ci wdzięczna że umiesz i potrafisz o tym pisać, to może naprawdę pomóc wielu dziewczyną które teraz walczą same z sobą. Dajesz im siłę i wiarę że można walczyć o marzenia i własne szczęście.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała by tak było! Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Great blog! I'm following you! Follow back? *** <3
    http://omundodajesse.blogspot.pt/

    OdpowiedzUsuń
  6. Czysta prawda. W ED najgorsze są myśli - dręczą już i tak osłabione, wykończone ciało, napędzając spiralę choroby. Teraz widzę, że w pewnym sensie moje zaburzenia to także ED. Myśl, że "nie mogę zjeść, bo przytyję". Albo "alternatywne święta" - sałatka z jogurtem 0% i to też w znikomej ilości, bo przecież kaloryczna. Jeden pieróg do barszczu. Niesłodzony kompot. Ciasto? Zapomnij. I tak przekroczyłaś limit kalorii. Trzeba to spalić. I zamiast świętować z bliskimi, myślisz - jakby się tutaj ulotnić, żeby poćwiczyć. Jeszcze bardziej, tym samym, dobijając ciało.

    Miałam kiedyś poczucie, że nie mogę zjeść 99% tego, co ugotuje moja mama. Twój blog, rozmowy z Tobą, ale także wsparcie od niej w walce z tymi negatywnymi myślami, zmieniły moje życie. I choć troszkę przytyłam, to dalej wszystko jest w normie. Czuję się świetnie - mam dużo energii. W końcu odrastają mi włosy i paznokcie. A mama (która nauczyła się gotować troszkę lżej) ma przyjemność z szykowania mi sławetnych słoików czy pierogów ruskich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Alternatywne święta" niby wprowadzone w celu odchudzania a skupione wyłącznie na jedzeniu... U mnie jeszcze było czytanie setek artykułów ,,jak nie przytyć w święta". Gdy inni doznali świątecznego szału związanego z zakupami, ja rozpaczliwie szukałam złotych porad dotyczących odchudzania.

      Olu, nie wiem co powiedzieć! Może niewłaściwy moment, ale po przeczytaniu Twoich słów, ledwie przełknęłam kopytko! ;) Założyłam tego bloga w celu pomocy osobom borykającym się z problemami związanymi z odżywianiem. Mieć świadomość, że naprawdę komuś pomogłam to uczucie nie do opisani! Największe brawa należą się dla Ciebie! Uwierzyłaś w siebie, zaczęłaś walczyć o swoje marzenia, zrobiłaś ten ,,pierwszy krok'' który doprowadził Cię właśnie do tego miejsca, gdzie możesz przyznać, że czujesz się świetnie! No i oczywiście wyrazy uznania dla Twojej mamy! Wiem jak bardzo Ciebie wspiera, to złota kobieta! :)Cieszy się, że może przygotowywać dla córki potrawy, prawda? ^^ Życzę Tobie siły w dążeniu do celów życiowych! Już nie martwię się o Twoje relacje z jedzeniem, bo jesteś teraz wzorem dla innych! :)

      Usuń
    2. Oj tak, artykuły "Jak nie przytyć w święta" także u mnie gościły... Kto by oglądał "Kevina"? A świąteczne łakocie? Pierniczki? Zapomnij...

      Dziękuję bardzo, ale Tobie także należą się słowa uznania. Nie tylko pokonałaś chorobę, ale jeszcze dzielisz się swoim doświadczeniem z innymi - co nie jest łatwe - i pomagasz innym. Wierzę, że spełniasz się na psychologii, a jeśli jeszcze nie - to że w przyszłości będziesz miała taką możliwość.
      Oj tak, nawet wczoraj z mamą gadałam o tym, jak się zmieniło nasze podejście do jedzenia, gotowania! Najważniejsze, to uświadomić sobie, że jedzenie nie jest naszym wrogiem i nie może dominować całego naszego życia. Nie może być ważniejsze niż relacje z drugim człowiekiem, zdrowie, pasja, nauka, sen, odpoczynek. Bo przy ED w centrum uwagi jest właśnie jedzenie. Nie liczy się nic i nikt. Wszystko, co się robi - robi się pod dyktando jedzenia (albo niejedzenia). Dziękuję Ci bardzo i ściskam mocno <3

      Usuń
    3. W danym szaleństwie, można zapomnieć nawet o tym, że są święta...
      Pisanie ze świadomością, że zamieszczane słowa mogą komuś pomóc, nie jest takie trudne :)
      Mimo, że to pierwszy rok, to już wiele się nauczyłam, najwięcej na warsztatach, które noszą nazwę ,,Umiejętności interpersonalne" Każde te zajęcia kończę , z nieskończoną ilością refleksji ;)
      Właśnie! Musimy sobie wyznaczyć priorytety, pomyśleć co jest dla nas najważniejsze. W końcu z mamą odnalazłyście wspólny język kulinarny ^^

      Usuń
  7. Wspaniały tekst... Kiedyś byłam bardzo obezwładniona przez złe myśli, dręczyły mnie przez cały czas, przełożyło się to na problemy zdrowotne... Byłam wykończona. Jednak w pewnym momencie odbiłam się od dna. Nie było łatwo, każdy dzień to próba pamięci o tym, że to ja decyduję o tym, czy ten zły głos zapanuje nad moim życiem, czy może go zignoruję, uspokoję się i zaufam. Rozumiem Cię doskonale i cieszę się, że podzieliłaś się swoją historią i tym, co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że podjęłaś walkę ze złymi myślami i zaufałaś sobie! Wierzę, że te dręczące myśli już nigdy nie zawładną Twoim życiem! :)

      Usuń
  8. nikt za as życia nie przeżyje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ana niestety nie zniknie z naszej świadomości kochana... ona tam będzie tkwiła..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, ale możesz mi wyjaśnić cel tego komentarza?

      Usuń
  10. Bardzo motywujący post. Dokładnie, my sami musimy wziąć nasze życie w ręce ;)

    Zapraszam :
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem świeżo po lekturze książki Beaty Pawlikowskiej "Narkotyki, anoreksja i inne sekrety", która rzuciła mi zupełnie nowe światło na problem anoreksji, pozwalając mi zrozumieć osoby cierpiące na tę chorobę. Dlatego jesteś dla mnie prawdziwą bohaterką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wiem jaką książkę muszę przeczytać! Dziękuję :)

      Usuń
  12. Trzymam za Ciebie kciuki zawsze gdy tu zaglądam i jestem dumna, że dajesz siebie,swoje doświadczenia i przemyślenia, pomagając innym osobom,które teraz walczą tak, jak TY kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
  13. To musi być straszna choroba. Jesteś strasznie dzielna, że się jej nie poddałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  14. kochana nie tylko Ty popadasz w samo destrukcję ale z pewnością dasz radę bo w grupie siła;)!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Aż nie wiem co napisać, żeby nie zabrzmieć banalnie, ale to strasznie ciężka choroba i podziwiam Cię, że dałaś sobie z nią radę. Wiesz, ja co prawda na anoreksję nigdy nie cierpiałam, ale Twój blog zawsze sprowadza mnie na ziemię - bo mam skłonności do przesadzania w temacie zdrowego żywienia i takie dylematy też czasem przeżywam (jak zjem coś niezdrowego to widzę oczyma wyobraźni jak strasznie szkodzi to mojemu organizmowi i choć lubię jeść zdrowo, to te myśli przy małych odstępstwach bywają okropnie męczące:/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie nie ma komentarzy banalnych, jeśli są pisane prosto z serca! :) Bardzo Ci dziękuję, że śledzisz moje wpisy! Takie myślenie jest tendencyjne. Kiedy przez tyle lat wmawialiśmy sobie, że niezdrowe jedzenie jest złe, to tracimy te zdrowe podejście do odżywiania. Nawet zwykły baton zjedzony raz na jakiś czas zaczynamy traktować jako rzecz najgorszą. Twój organizm na pewno nie zemści się na Tobie za jakieś odstępstwo. Jest wdzięczny, że zdrowo się odżywiasz ;)

      Usuń
  16. Kochana ostatni cytat zrobił na mnie ogromne wrażenie. Anoreksja to straszna choroba dlatego tym bardziej cieszę się, że masz to już za sobą. Chociaż pewnie nie do końca możesz powiedzieć, że to już jest daleko, że to nie wróci. Życie to ciągła walka. Teraz tyle osób popada w skrajności w kwestiach zdrowego odżywiania, czasami wydaje mi się, że niektórzy balansują na cienkiej linie. Zdrowe odżywianie jest ważne, ale nie należy popadać w skrajności. Odrobina glutenu w diecie nas nie zabije, a niestety nie każdy to rozumie. Jak we wszystkim zdrowy rozsądek jest najważniejszy by nie doprowadzić do wyniszczenia organizmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z doświadczenia wiem, że ta choroba lubi powracać. Ten fakt sprawia, że jestem wrażliwa na tzw. ,,złe sygnały" i gdy tylko się pojawiają, staram jak najszybciej się ich pozbyć. Niestety, wiele osób popada w skrajności. Najważniejsze to przyznać się do błędu i zacząć szukać w życiu tego balansu.

      Usuń
  17. Ludzie mają to do siebie, że kiedy wszyscy spodziewają się po nich bezsilności i poddania się - oni zaczynają walczyć :) I Ty zawalczyłaś i wygrywasz codzienne bitwy i tego serdecznie Ci gratuluję :) pamiętaj, że jesteś silną, cudowną babką i że codziennie masz po co wstawać :) chociażby po to, żeby połączyć się z blogowymi przyjaciółmi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za słowa otuchy! W gorszych chwilach, będę powracać do tych słów ;)

      Usuń
  18. Prawdziwe do bólu. Jesteś chyba pierwszą osobą która to napisała, że osoba chora chce się pozbyć tych myśli bo widzi że ją katują, ale po prostu NIE MOŻE. To błędne koło jest czasami wyczuwalne nawet po odzyskaniu równowagi, prawda? :(

    Już chyba mówiłam Ci, podziwiam za tak precyzyjne i no, prawdziwe omawianie trudnego tematu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę się zgodzić. Te myśli powracają, ale na szczęście z coraz mniejszą mocą.
      Dziękuję! :)

      Usuń
  19. Nie znam tego problemu, ale pieknie został u Ciebie przedstawiony...

    OdpowiedzUsuń
  20. Bądź silna i nigdy nigdy się nie poddawaj! A póki co to wielkie brawa dla Ciebie! Tylko nielicznym się udaje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nas na szczęście coraz więcej :) Dziękuję! ;)

      Usuń
  21. Bądź silna i nigdy nigdy się nie poddawaj! A póki co to wielkie brawa dla Ciebie! Tylko nielicznym się udaje! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. bardzo prawdziwy i przejmujący post! buziaki kochana :*

    Zapraszam do mnie: http://roxyolsen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń