niedziela, 23 kwietnia 2017

Dlaczego ograniczyłam liczbę treningów do 3 tygodniowo i jak wpłynęło to na moją sylwetkę i samopoczucie?


Jeśli nie chcesz czytać o moich doświadczeniach z treningami, to radzę ominąć 5 następnych akapitów ;)

Postanawiasz regularnie ćwiczyć. W związku z tym chcesz ustalić sobie treningowy plan. Zwracasz się o pomoc do wujka google i już po chwili otrzymujesz setki propozycji dotyczących miesięcznego grafiku treningowego. Zauważasz, że w większości z nich treningi są 5, 6 lub 7 razy w tygodniu. Uznajesz, że tylko taka częstotliwość treningów może dać efekty i postanawiasz ćwiczyć jak najczęściej.

Znasz to? Ja niestety tak i źle wspominam tamten czas. Z początku ćwiczyłam 6 razy w tygodniu, później zwiększyłam liczbę treningów do 7, a gdy przyszły wakacje i miałam wystarczająco dużo czasu, ćwiczyłam nawet 3 razy dziennie. Mój dzienny plan wyglądał mniej więcej tak: Turbo Spalanie rano, bieganie w południe i  skakanka wieczorem. Do tego doprowadziło mnie zgubne myślenie, że im więcej tym lepiej. Oczywiście intensywny trening szedł w parze z niskokaloryczną dietą. Nie muszę chyba mówić jak wpłynęło to na moje zdrowie.

Kiedy moja waga pokazała 38 kilogramów i po raz pierwszy usłyszałam, że doprowadzam samą siebie do śmierci, zrozumiałam, że jestem w sidłach anoreksji i postanowiłam rozpocząć walkę. Po wielu miesiącach zmagania się z własnymi myślami, udało mi się całkowicie zrezygnować z ćwiczeń.

 Kiedy już osiągnęłam prawidłową wagę, postanowiłam, że wrócę do treningów.  Ćwiczyłam 5 razy w tygodniu. Po krótkim czasie, choroba znowu zaczęła się odzywać, czego dowodem były między innymi wyrzuty sumienia w dni nietreningowe. Co zrobiłam? Postanowiłam podwyższyć poprzeczkę i... zredukowałam treningi do 3 razy w tygodniu.

Dlaczego to zrobiłam? Wiedziałam, że trzymając się 5 treningów w tygodniu, w końcu powiększę ich liczbę do 6. Do tego zaczęłam wtedy przygotowywać się do matury, co wiąże się ze zmniejszoną ilością wolnego czasu. Z początku było mi ciężko, byłam pewna, że ,,zaleję się tłuszczem". Czy moja wizja się sprawdziła?

Czy ,,zalałam się tłuszczem"?

Mimo, że moim celem było wówczas przytycie (co wiąże się z prowadzeniem diety o dodatnim bilansie kalorycznym) to moje czarne myśli się nie sprawdziły. Zredukowanie treningu nie skutkowało gwałtownym wzrostem wagi. O dziwo w pierwszych tygodniach po wprowadzeniu owej zmiany, nie tyłam w ogóle i musiałam zwiększyć bilans kaloryczny.

Dręczące myśli zaczęły zanikać.

Z racji tego, że ćwiczyłam 3 razy w tygodniu, z dnia na dzień coraz rzadziej myślałam o treningu, odliczałam godziny do jego rozpoczęcia, zastanawiałam się ile kalorii spaliłam. Jestem świadoma tego, że jest to także rezultat rozmów z bliskimi i pracy nad sobą, ale zmiana w planie treningowym także miała tu wielkie znaczenie.

Przestałam dzień w dzień przyglądać się w lustrze.

Po treningu miałam nawyk przyglądania się swojej sylwetce w lustrze. Z 7 treningami na tydzień oznaczało to codzienny ,,check" formy. Po zmianie planu, zdarzało się, że nie robiłam owego checku przez kilka dni. Sylwetka przestała być dla mnie priorytetem, o czym więcej w następnym punkcie.

Zmieniłam swoje podejście do treningu.

Wcześniej ćwiczyłam wyłącznie dla lepszego wyglądu sylwetki. Po niedługim czasie codziennego ćwiczenia, satysfakcja z treningów zaczęła zanikać. Ćwiczenia stały się dla mnie obowiązkiem. Kiedy zmniejszyłam ich ilość do 3, zauważyłam, że trening znowu sprawia mi radość. ,,Muszę" zmieniło się w ,,chcę"! Zaczęłam ćwiczyć dla zdrowia, a nie dla odbicia w lustrze.

Zyskałam czas

Zgodzę się z tym, że na aktywność fizyczną (mówię tu także o zwykłym spacerze) da się znaleźć czas, ale z pewnością różnimy się dyspozycją owego czasu. O ile w wakacje wolnego czasu mi nie brakowało, o tyle w okresie szkolnym rezygnowałam z  minimum godziny snu aby nadrobić zaległości w nauce. Trening to nie tylko samo ćwiczenie, a i pewnego rodzaju przygotowywanie się. Teraz, kiedy ćwiczę 3 razy w tygodniu potrafię lepiej się zorganizować. Nie wliczając ,,ekstremalnych" momentów kiedy nawet wolne przez 24/h nie wystarcza (tak sesjo, mówię o tobie) wyrabiam się ze wszystkim.

Przestałam bać się wyjazdów

Niedziela u babci? Jak to? Przecież mam trening! Tak właśnie myślałam, kiedy ćwiczyłam 7 razy w tygodniu, a ćwiczenia były dla mnie nieodłącznym elementem mojego życia. Mój aktualny plan treningowy nie jest już sztywny. Mogę dopasować go do całego tygodnia, a jeśli czeka mnie dłuższy wyjazd, nie panikuję z powodu braku dostępu do siłowni - jestem świadoma tego, że tydzień czy dwa tygodnie bez treningu są jak kropla w morzu, gdy ćwiczy się regularnie.


Na koniec chcę dodać, że każdy wybiera częstotliwość treningów dla siebie. Nie neguję tu treningów 5 razy w tygodniu - jeśli ktoś ma do tego zdrowie, czas i chęci to życzę powodzenia! Mam oczywiście na myśli zaplanowane treningi, nie rekreacyjne wyjazdy na rower,  czy rolki. Moja wskazówka do dobrego treningu zawierająca 3 elementy to : słuchaj swojego sumienia i organizmu oraz dopasuj plan treningowy do Twojego trybu życia! Taki mój mały ,,złoty środek" :)

32 komentarze:

  1. Pamiętam czasy, jak w pewne wakacje nie wyobrażałam sobie dnia bez roweru lub rolek - czułam, że muszę iść na minimum godzinę, nieważne czy padało, czy nie (chciałam wtedy zrzucić kilka cm w udach - taki miałam wakacyjny plan :D). Teraz na takie rzeczy mam czas w weekendy i jakoś z tym żyję, a tłuszczem nie obrosłam :)
    Do pewnych przemyśleń trzeba dojrzeć i cieszę się, że Ci się to udało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już się człowiek wkręci w ten wir treningów, to łatwo o stracenie zdrowego rozsądku ;) Dobrze, że Ty także się w tym wszystkim odnalazłaś :)

      Usuń
  2. Dobrze, że troszkę odpuściłaś :) Przesada nie jest dobra - nawet te zdrowe nawyki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Najważniejsza jest równowaga, nie warto robić czegoś na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi właśnie wysiadły kolana i treningów brak :( Tęsknię, może masz jakiś pomysł, jak ćwiczyć w takiej sytuacji, gdy nie za bardzo można chodzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi poważnie, szybkiego powrotu do zdrowia życzę! A ćwiczenia z obciążeniem czy bez?

      Usuń
    2. Boję się dawać jakieś rady przy kontuzjach, bo wiadomo lekarzem/trenerem/fizjoterapeutą nie jestem ;) Ale spróbuję dać Ci jakieś wskazówki. Jeśli chodzi o ćwiczenia z obciążeniem to wybrałabym ćwiczenia na siedząco lub leżąco: wyciskanie sztangielek leżąc, wznosy bokiem, wyciskanie francuskie, uginanie ramion z hantlami - czyli ćwiczenia siłowe na górne partie ciała. Z ćwiczeń na brzuch to pierwsze co przychodzi mi do głowy to brzuszki z pozycji leżącej - trzymamy nad głową hantel i podnosimy się do spięcia brzucha (nie wiem czy dobrze to ujęłam) Ogólnie nie jestem fanką brzuszków, ale w Twojej sytuacji byłby chyba najbezpieczniejszą opcją. Jest ich wiele wariantów więc można eksperymentować ;) Jeszcze z ćwiczeń na brzuch mogą się sprawdzić skręty tułowia. Z ćwiczeń typu cardio przyszło mi do głowy boksowanie w pozycji siedzącej trzymając w obydwu rękach butelki. Skupiłabym się też na lższejszej aktywności fizycznej - joga, rozciąganie. Chociaż i tu trzeba by było zrobić przesiew w ćwiczeniach. Z ćwiczeniami na dolne partie ciała, to oczywiście kluczem jest konstultacja ze specjalistą ;)

      Usuń
  5. Awesome my dear
    Come to visit my blog
    Kisses

    OdpowiedzUsuń
  6. najważniejsze byś Ty czuła się najlepiej z realizacja decyzji

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak "lekarz google prawdę Ci powie".... te wszystkie cenne rady i wskazówki. Szkoda, że nie piszą najważniejszego a mianowicie, że to wszystko trzeba dopasować do własnego organizmu, własnych możliwości i sił... Przecież nie każdy będzie w stanie a nawet ze względów zdrowotnych (są różne przeciwwskazania) może dostosowywać sie do tych wszystkich rad, bo to zamiast korzyści może przynieść wiele szkód. Jeśli ktoś nie lubi tej formy ruchy, bo to go męczy i nie sprawia mu radości, jesli woli co innego to nie powinien na siłę się męczyć, by to nie było przykrą koniecznością, która może nieść ze sobą szkody.
    Na szczęście człowiek ma jeszcze mózg i własny rozsądek i jest w stanie wybierać i dobierać fakty. Cieszę się, że w porę zauważyłaś, że coś jest nie tak, że coś jest źle i zareagowałaś... że postanowiłaś to zmienić, że teraz zachowujesz wewnętrzną równowagę i żyjesz ze sobą i swoim ciałem w zgodzie, bo tak jak napisałaś o to w tym chodzi ;) Treningi czy jakakolwiek forma sportu, ruchu ma nam sprawiać przyjemnosć, ma przynosić korzyści a nie kojarzyć się z czymś złym i być złym...
    Ciesze się, że o tym piszesz, bo niestety nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.

    Miłego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Dopasowanie czegoś do siebie - dlaczego tak rzadko się o tym mówi, jeśli to jest punkt wyjścia? Chociaż widzę pewną pozytywną zmianę, bo coraz częściej spotykam się z dopowiedzeniem typu ,,ale oczywiście musimy sprawdzić czy działa to na nas". Dziękuję ;)

      Usuń
    2. Właśnie nie wiem dlaczego. Od dłuższego czasu bycie "fit" jest w modzie, dużo sie o tym mówi, ale nie mówi się o najważniejszych rzeczach o podstawach, tym punkcie wyjścia i tym jak nieodpowiednio dobrane ćwiczenia, treningi itp. zamiast nas wzmocnić moga tylko zaszkodzić... zamiast cieszyć się zdrowiem, można skończyć z powaznymi obrażeniami :( Na szczęście są takie osoby jak Ty, które mówią o wszystkim :)

      Usuń
  8. Nauczyłam się by u wujka google nie szukać porad.. są zgubne, a i można się nabawić stresu.
    Pamiętam czas za nastolatki kiedy moje myślenie było podobnie do Twojego. Brawa za to, że udało Ci się to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety google to bogactwo informacji, ale nie zawsze prawdziwych. Dziękuję ;)

      Usuń
  9. Też to znam. Ćwiczyłam kiedyś codziennie - na zmianę HIITy i siłowe treningi. Jak miałam cały dzień na uczelni, to potrafiłam wstać o 4.30 rano, żeby zdążyć zrobić trening. Wiem, wiem, niezbyt zdrowe podejście do tematu ;) Potem prowadzący wf zasugerował, żebym wprowadziła jeden dzień bez treningu. Czułam się, jakby to była dla mnie kara i byłam pewna, że właśnie "zaleję się tłuszczem". Potem lekarze zasugerowali ograniczyć aktywność fizyczną i zmienić jej charakter. O ile HIITy odpuściłam, o tyle trening siłowy sprawia mi ogromną radość. Ćwiczę siłowo 4 razy w tygodniu, a w inne dni się rozciągam (często boli mnie kręgosłup w odcinku piersiowym :() i chyba to jest ten złoty środek. Czekam z radością na te dni treningowe, ale i na te dni bez treningu - kiedy wiem, że moje ciało odpoczywa i się regeneruje :)
    I cóż, efekty siłowe i wizualne są chyba nawet lepsze niż gdy ćwiczyłam codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale idealnie Cię rozumiem! Wiele jest w internecie porad typu ,,Pracujesz cały dzień? Wstań więc o 4 lub 5 rano i zrób trening! (co tam sen, na trening zawsze jest czas!)
      Na pewno zmiana wyszła Ci na dobre, co pewnie widzisz przy wynikach badań, przy samopoczuciu a także i przy sile i większym bicku! ;D

      Usuń
    2. Bicek jest, tricek też (zwłaszcza dzisiaj go czuję xD). O matko, podziwiam Cię za ten aktywny zwis 1-minutowy. Wisiałam wczoraj 2 razy po 15 sekund + ćwiczenia na plecy i delikatnie czuję mięśnie - ale w odpowiednim miejscu, między łopatkami. Będzie tylko lepiej! :D

      Usuń
    3. Ja zaczynałam od 10 sekund więc tak jak mówisz - będzie tylko lepiej! :D Widzę dzisiaj niezły wycisk sobie dałaś ;)

      Usuń
  10. Monika z wielką chęcią ćwiczyłaby (i często tak jest) 7 razy w tygodniu. Ja nie mam na taką częstotliwość ochoty. 2 razy w tygodniu trampoliny ze wzmacnianiem i 3 razy trening domowy zupełnie mi wystarczą. Często te dwa dni "wolnego" przeznaczam na szaleństwa cukiernicze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to dla Moniki tylko jakiś fitnessowy zawód! :D Szaleństwa cukiernicze w dni nietreningowe to i ja bardzo lubię :)

      Usuń
    2. No i brnie w tym kierunku więc trzymam za nią kciuki (będę miała wejściówki na fitness za free!!!! XD)

      Usuń
  11. Wydaje mi się,że treningi trzy razy w tygodniu to rozsądniejsza opcja, choćby z tego powodu, że mięśnie muszą mieć czas na regenerację, a my na życie po prostu. Ja kiedyś wpadłam w wir chodzenia na basen codziennie, co prawda czułam się świetnie, ale wiele ważnych spraw przez to zaniedbywałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zapominamy właśnie aby mieć ten czas na życie, przez co rzeczy ważniejsze zaczynają ustępować tym mniej ważnym.

      Usuń
  12. Ja bym tu jeszcze dodała, że zachciało mi się... poruszać. o ile to ma sens. Po prostu, jeżeli nie ćwiczę za dużo mam energię na takie czynności jak spacer z przyjaciółmi czy wyjście do spożywczaka. dawniej to by sie położyła po treningu i tylko kolejny trening by mnie ruszył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ma sens w 100% ;) Przy wyczerpujących częstych treningach nie mamy czasu na regenerację i zwykły chód może okazać się ponad nasze siły.

      Usuń
  13. Z tego, co wiem to częste treningi bardzo szkodzą. Zamiast pięknych efektów, dostajemy nic, bo mięśnie nie mogą się zregenerować. Czy jakoś tak.
    Wiadomo, każdy organizm jest inny. Jednym by się to przyjęło, a innym nie.
    Trzy treningi w tygodniu moim zdaniem naprawdę wystarczą. I sama widzisz już tego plusy. Oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno tyczy się to treningów na te same partie mięśniowe robionych dzień w dzień. Ale ogólnie człowiek powinien mieć czas na regenerację według mnie przynajmniej dwa razy w tygodniu ;)

      Usuń
  14. Trenuję 3 razy w tygodniu przy dobrych wiatrach :D ważę 58 kilo i mi z tym źle, bo przez ostatni rok przytyłam aż osiem kilo -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dobrze wiesz, że trening niczego nie da bez prawidłowego odżywiania się ;)

      Usuń
  15. Jakbym czytała o sobie... miałam te same lęki kiedy ćwiczyłam już 7 razy w tygodniu. Teraz ograniczyłam do 5, ale właśnie jestem po wizycie u lekarza, który powiedział mi że mam je zmniejszyć do 3 i to mało intensywnych... Już mnie to przeraża, ale staram się podchodzić do tego spokojnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem dostrzegniesz, że lęki były niepotrzebne ;)

      Usuń