poniedziałek, 17 lipca 2017

W social media jak na spowiedzi


 Dwie sytuacje, które często można spotkać w social media:
 
  • Kasia dodała zdjęcia małej porcji ryby z warzywami z dopiską : Oczywiście porcja narzeczonego. U mnie bez tego i tego. I żeby nie było - trening zrobiony
  • Ewa zrezygnowała z diety wegańskiej. Musi przedstawić obserwatorom wszystkie powody swojej decyzji, łącznie z tymi osobistymi - inaczej niektóre osoby nie pozostawiłyby po niej suchej nitki.

Żyjemy w czasach, w których częściej tłumaczymy się osobom ,,z internetu" niż naszym bliskim. To normalne, że chcemy być akceptowani i lubiani. To normalne, że szukamy wsparcia w drugiej osobie. Ale czy zawsze wybieramy właściwą drogę by osiągnąć te cele?

Czytając niektóre dzienniki żywieniowe mam wrażenie jakbym uczestniczyła w przesłuchaniu. Opisany kęs do kęsa, gram do grama: ,, 200 g piersi z indyka, 300 g brokułów, a na deser cukierek - ten nieszczęsny cukierek, tak mi jest wstyd, ale miałam zły dzień i..." i tak jeden cukierek zdobywa nadprzyrodzoną moc, będzie chodził za autorką dziennika jeszcze przez kilka dobrych godzin, będzie wspominany w odpowiedziach innych osób. 

Prowadząca dziennik żywieniowy, poświęca kilka godzin w opisywaniu swojej drogi, ironicznie - myśli o jedzeniu częściej niż przed swoją zmianą. Mówiąc w skrócie - jej życie zaczyna kręcić się wokół jedzenia.

Drugi przykład często spotykany jest wśród znanych osób. Czy to przejście na dietę wegetariańską, czy rezygnacja z niej, czy też ograniczenie lub podwyższenie kalorii w diecie - powody owych zmian muszą być dogłębnie wyjaśnione. Wiele osób publicznych tłumaczy się, bo tego chce ale są i tacy, którzy robią to ze względu na nacisk ze strony obserwatorów, czytelników. Aby nie narazić się na ,,hejt" mówią nawet to, co jeszcze niedawno wyznaliby tylko zaufanym osobom.

Powyższe dwa przykłady, to dowód na to, że czasami sami stwarzamy sobie presję, niepotrzebny stres. To istna gratka dla hejterów, którzy często nie zdają sobie sprawy jak wielkie cierpienie mogą wyrządzać drugiej osobie. Co ciekawe, często te same osoby, które krytykują czyjeś porażki lub zmiany, piszą mądrości typu: ,,Sama na tę depresję się skazała" ,, Nie miała co wymyślić, to wymyśliła, że ma anoreksję."

Nie pozwalajmy takim osobom sobą pomiatać. Nie spowiadajmy się, a dzielmy informacjami. Odróżniajmy konstruktywną krytykę od zwykłego hejtu - rozważmy to pierwsze a na drugie nie marnujmy czasu i zdrowia.

26 komentarzy:

  1. Nie rozumiem idei spowiadania się obcym osobom z tego co jem albo na jakiej jestem diecie. Mogę to powiedzieć zaufanym osobom - nie dlatego, że to tajemnica, ale nie czuję potrzeby mówienia innym, poza tym nawet jakby wiedziały inne/obce osoby to jakoś nie przejmuję się opiniami osób na których mi nie zależy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu życzę takiego zdrowego podejścia :)

      Usuń
  2. Ja też nie rozumiem tego tłumaczenia i krytyki, każdy je tyle i to co uważa, i nikogo nie powinno to interesować. Na mnie nie robią wrażenia komentarze w stylu: ale dużo/mało jesz (każdy inaczej patrzy na ilości), ale wiem, że wiele osób bierze je do siebie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba kwestia czasu i pewnej rozwagi. Niektóre osoby nie zdają sobie sprawy z tego, że ile ludzi tyle opinii i to co dobre dla kogoś nie musi być dobre dla ciebie.

      Usuń
  3. Hejt jest okrutny, dlatego sami powinniśmy zacząć szanować swoją prywatność i nie spowiadać się z wszystkiego w mediach społecznościowych. Ale tak naprawdę żyjmy tak, jak chcemy, a hejterami się nie przejmujmy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny wpis i trafiłaś w sedno - to mnie blokowało przed dodawaniem foodbooków. Pisałam o tym - nie chcę być rozliczana z tego, ile i co jem, bo to jest moja sprawa. Nie widzę sensu w spowiadaniu się i prawieniu zarzutów, że "Och jesz mięso" albo "Nie jesz wegańsko", albo jeszcze coś innego. To straszna presja, a jedzenie to tylko jedzenie - paliwo, które ma nas odżywiać i smakować. Po co robić wokół tego filozofię?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że pozbyłaś się tej blokady ;) W Internecie jest pełno takich, którzy coś tam usłyszą od znajomego coś przeczytają w poradniku i już uważają się za znawców i ekspertów.

      Usuń
  5. Dla mnie takie tłumaczenie się jest zbędę, ale fakt faktem niektóre osoby same sobie nakładają presję lub robią to obserwatorzy. Ostatnio jakaś dziewczyna wystawiła zdjęcie owsianki z owocami a jakaś inna jej napisała że wygląda to jak... i że mgła do zdjęcia bardziej się postarać i ładniej ułożyć owoce :D normalnie laska mnie rozbroiła na łopatki, jak ktoś chce znajdzie powdód by się przyczepić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie ta sytuacja miała miejsce na perfekcyjnym instagramie. Zaraz ludzie będą zgłaszać zdjęcia jak zobaczą źle ukrojony plasterek ;D

      Usuń
    2. Dokładnie... ktoś się "nie wytłumaczy" z tego co zjadł, nie opisze dokładnie zdjęcia - jest hejt. Odpisze i coś komuś nie podpasuje i też jest hejtowany. Jak ktoś chce się, przyczepić i na kogoś naskoczyć, to to zrobi - przyczepi się wszystkiego, nawet tego, że owoce w miseczce są krzywo poukładane lub mało jest truskawek w owsiance ;P

      Usuń
    3. Trzeba być właśnie tego świadomym, że niektórzy zawsze będą się czepiać ;)

      Usuń
  6. Love your post dear ^_^
    I'm following you #51, would you like to follow me back, I would be glad? ♥
    www.limitededitionlady.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy bym nie wstawiła "porcji swojego narzeczonego". Jeżeli prowadzę bloga, instagram, czy fanpage'a gdzie umieszczam zdjęcia swojego jedzenia to wstawiam swoje zdjęcia, swoich dań, a nie np. dań swoich koleżanek, bo akurat miały lepsze, zdrowe potrawy niż moja. Studiuję dietetykę i nigdy nie tłumaczyłam się koleżankom, dlaczego zjadłam czekoladę. Nigdy się nikomu nie tłumaczyłam. Dla mnie to normalne, że ludzie jedzą słodycze (słodki smak od dziecka jest preferowany), a to jak reagują (czy będą szczęśliwi po kostce czekolady, czy będą na siebie źli) to ich sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie coraz więcej dietetyków, którzy mają podobny sposób myślenia do Twojego ;)

      Usuń
  8. ja na szczęście nie mam takich problemów, uważam,że każdy powinien jeść to co mu smakuje i co sprawia, że czuje się zdrowy. Bez żadnych tłumaczeń, zjadłam ciastko i teraz mnie krytykujcie. Albo setki tłumaczeń, że owszem to ciastko, ale bez cukru, bez jajek, na wodzie i suszonej marchewce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórzy by powiedzieli, że i marchewka zła ;D

      Usuń
  9. Racja. Czasem mam wrażenie, że sami sobie tworzymy klatkę i sami sobie narzucamy ograniczenia, tłumacząc się ze wszystkiego dookoła. A może zamiast tego trochę radości życia? Wczoraj po raz pierwszy od bardzo dawna wyszłam "na miasto" zaszalałam w kilku barach po drodze, poszłam na koktajl, później na 3 szoty i odważyłam się zjeść coś restauracji, po konsultacji z obsługą i kuchnią zrobiono mi danie w wersji bezglutenowej i czułam się wspaniale. Przypomniałam sobie beztroskie życie sprzed mojej przymusowej diety, kiedy taki wypad przynajmniej raz w tygodniu to był standard i nie widzę powodu, żeby się tłumaczyć z czegokolwiek, komukolwiek. Dajmy sobie czasami trochę wolności dla naszego własnego zdrowia psychicznego,ciągła spina nikomu nie służy .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radość życia, właśnie! Zapominamy, że z życia powinno czerpać się radość! I takie przekraczanie wyznaczonych przez samego siebie granic to idealny sposób na lepsze samopoczucie psychiczne, a tym samym na szczęście.

      Usuń
  10. W życiu nie tłumaczyłabym się z niczego w jakichkolwiek social mediach, a już na pewno nie z tego co jem;)
    W sumie prawie codziennie zjadamy z mężem tabliczkę czekolady na pół (i nie zawsze jest to gorzka;) - jeśli miałabym się z tego tłumaczyć komukolwiek, to skasowałabym fanpage i bloga;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pierwszy raz słyszę o czymś takim jak dziennik żywieniowy i to upubliczniany w internecie. Kogo obchodzi to, co jemy?

    Pozdrawiam,
    http://tamczytam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. no cóż skoro są zainteresowani takimi treściami zjawisko będzie istniało

    OdpowiedzUsuń
  13. To jest straszne. Ludzie, którzy się zaczynają tak tłumaczyć z tego, co jedzą, zaczynają mieć poczucie winy, że w ogóle jedzą. Czasami nawet taki dziennik żywieniowy zaczyna wyglądać, jak spowiedź osoby prowadzącej blog pro-ana. Bardzo niezdrowa sytuacja... Już nawet wolę się nie rozpisywać.

    ~ A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba się rozpisywać, bardzo dobrze to ujęłaś.

      Usuń
  14. Nigdy nie miałyśmy poczucia tłumaczenia się komuś z naszego wyboru. Czasem ktoś nam zarzuci, że nie potrafimy się określić między dietą wegańską a wegetariańską ale my nie robimy przepisów pod kogoś. Najpierw są one dla nas a dopiero później dla czytelników, więc jeśli ktoś nie chce skorzystać z przepisu z jajkami to może wybrać na blogu czysto wegański. Dla każdego coś miłego jak to mawiają :P Trafiamy nie raz na posty w stylu "Dziś omlet z jajkiem bo robiłam więcej dla mojego chłopaka więc wyjątkowo nie jest wegańsko". W takich momentach nie mamy w sumie nic do tej osoby, że się tłumaczy bo patrząc nie raz na komentarze to hejterzy potrafią z małej rzeczy zrobić ogromną aferę i czasem trzeba się trochę asekurować... Nie mamy pojęcia dlaczego polski internet poszedł w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja się tam nie kryję, lubię dobrze zjeść i z takich rzeczy na pewno nie zamierzam się tłumaczyć. A jak ktoś ma z tym problem, zawsze można usunąć komentarz :)

    OdpowiedzUsuń