niedziela, 6 sierpnia 2017

Anoreksja - co dostrzegam po latach II + perfekcja

 

Ostatnio zebrało mi się na wspomnienia moich zainteresowań, czynności życiowych i priorytetów. Dla niecierpliwych i niezainteresowanych wspomnienia te radzę ominąć! ;)


Podstawówka –spędzanie czasu ze znajomymi, zajęcia z tańców,  wakacje nad jeziorem albo u babci, wycieczki, towarzyszenie tacie na siłowni lub na jego zawodach, trzepak, rozciąganie się do szpagatu, chodzenie na rękach, siatkówka, rolki, rowery, grille, koty koty koty. 

I – II klasa gimnazjum – większość  jak wyżej + zajęcia z gitary i z chemii, nauka koreańskiego.

Od II klasy liceum do dnia dzisiejszego – życie z wiarą, rodzinne uroczystości, ponownie spędzanie czasu ze znajomymi, szlifowanie angielskiego, zajęcia z rysunku, siłownia, blog, gotowanie, spełnianie się jeśli chodzi o główny cel założenia bloga, psychologia.


Po co to piszę?

Dzielę się z Wami moimi wspomnieniami, by zwrócić uwagę na lukę. Na moment 3 klasa gimnazjum – 1 klasa liceum. Oczywiście miałam wtedy zajęcia, naukę. Były także (chociaż o wiele rzadziej) spotkania towarzyskie czy też rodzinne. Ale jeśli wspominam tamte czasy to pierwsze co przychodzi mi do głowy to strach. Strach przed ludźmi, strach przed odbiciem w lustrze, strach przed jedzeniem, strach przed wyjazdami i przed setkami innych rzeczy. Schemat dnia wiecznie taki sam : jedzenie-szkoła- powrót do domu – trening – jedzenie a w weekendy jedzenie-trening-jedzenie-trening-jedzenie. Ale jak to – strach przed jedzeniem a zarazem jedzenie? Ale czy dzienne dostarczanie dziennie 700 max 1000 kalorii można nazwać jedzeniem? Nie chcę tu jednak zagłębiać się w szczegóły, tylko podzielić się tym co teraz czuję. Z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że na te 2 lata straciłam życie, straciłam jego sens– nie czerpałam radości ze spotkań z bliskimi, zrezygnowałam z zainteresowań, które kiedyś sprawiały mi przyjemność, cofałam się. A przyczyna tego? O ironio – postanowienie dochodzenia do perfekcji. Wiem jak wiele młodych osób wybiera sobie ten cel i przez otoczkę mass mediów wiąże go z idealnym wyglądem. Ja i miliony ludzi, którzy wybrali tę drogę potwierdzą – nie ma idealnego ciała, a życie dla ,,chudości" nie da Wam szczęścia.


Czy perfekcja więc istnieje? 

W pewnym sensie tak. Każdy z nas ma indywidualną granicę perfekcji, do której dąży przez całe życie. Czym jest perfekcja? Według mnie to życie w zgodzie z samym sobą i z innymi, spełnianie się w swoich rolach – roli córki, wnuczki, przyjaciółki, pracownika, męża, żony; to też niekomplikowanie sobie życia, walka ze swoimi słabościami ale i świadomość owych słabości. Perfekcję osiągasz wtedy, gdy żyjesz tak, by drugi człowiek mógł liczyć na Twoje wsparcie. I najważniejsze - pomyśl co cenisz od ludzi i czy sama spełniasz te wymagania. Czy oczekujesz od nich płaskiego brzucha, czy dobrego serca?

28 komentarzy:

  1. Powinna się tutaj pojawić też kwestia samego perfekcjonizmu. I od razu nasuwają mi się słowa piosenki Urszuli - "Czego wciąż mi brak? Przecież wszystko mam". Perfekcjonizm sprawia, że wiecznie jesteśmy z siebie niezadowoleni - niezależnie od tego, ile osiągnęliśmy i co mamy.

    Bardzo słuszna definicja perfekcji i bardzo istotne jest zwrócenie uwagi na zainteresowania - jak wiele anoreksja pozbawia człowieka. Też taką refleksję snuję ostatnio na swój temat. Nie wygląda to ciekawie, a jeszcze gorzej jest z tym walczyć, bo się czuję niekomfortowo - ale wierzę, że warto. Pierwsza walka na dniach - a możliwe nawet, że dzisiaj wieczorem. Dzisiaj. Wieczorem. Jak ja chodzę spać z kurami, a jutro idę do pracy. Już sama "czujesz", jak zrywam ze schematem i jak baaaardzo się tego boję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję, że o perfekcjonizmie będzie jeszcze nieraz. Przedstawiłaś właśnie idealnie problem perfekcjonistów - wieczne niezadowolenie z siebie. Dlatego chcę pokazać inne podejście do perfekcji, chociaż może dane podejście powinnam nazwać inaczej. Wydaje mi się, że perfekcja jest dla wielu ludzi czarno-biała, czyli albo zła albo dobra.
      Nie wiem co się szykuje, ale zapewne jakieś spotkanie, także pierw powiem coś co wydaje się błahe - korzystaj z takich okazji! Ja też się musiałam przełamywać i powiem Tobie że najgorszy jest moment przed przekroczeniem granicy, później człowiek sam się zastanawia czego się bał. Jak nie będziesz szaleć z alkoholem (a wątpię bo jesteś odpowiedzialna) to jedyne co Ci grozi na drugi dzień to zmęczenie. Nie wiem czy jakoś Ci pomogłam ale dobitnie to zakończę - jeb*ć schematy, mamy jedno życie! ;*

      Usuń
    2. Taaaaak, idealnie to ujęłaś! Spotkanie było super i mam nadzieję, że jeszcze uda się je powtórzyć. Pomimo faktu, że wróciłam o 23 (bo praca), mogłabym tam siedzieć, i siedzieć, taki był miły wieczór :)

      Też się zastanawiam, jak poruszyć temat perfekcjonizmu - bo on też w pewnej cześci jest potrzebny - ale nadmierny potrafi mocno uprzykrzyć życie. A czasem warto odpuścić :) Co nie oznacza końca pracy nad sobą i własnym charakterem.

      Usuń
    3. I będziesz miała piękne wspomnienia! Celebrate your life mała! :D
      Jak to w życiu, wszystko zależy od podejścia. Balans i zdrowe myślenie to klucz ;)

      Usuń
  2. Zawsze oczekuję dobrego serca!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację - perfekcja to życie w zgodzie z samym sobą. Nie można patrzeć na kanony piękna i ślepo próbować wpasować się w otoczenie. Nie żyjemy dla kogoś, żyjemy dla siebie i to my musimy czuć się ze sobą dobrze i być ze sobą szczęśliwi. Tego szczęście Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. suer że dzielisz się swoim doświadczeniem bardzo dziękuję Ci za to:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się Twoja definicja perfekcji. Staram się żyć w taki sposób, ale wiadomo że nie zawsze wychodzi, i nie zawsze też da się sprostać wymaganiom wszystkich - najważniejsze to chyba nie postępować wbrew sobie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Wszystko w zgodzie z własnym sumieniem.

      Usuń
  6. Pojęcie perfekcji idealne.... w dążeniu do perfekcji nie można zapominać o sobie i naszych poglądać - robić coś wbrew sobie i na siłę, bo to już nie jest perfekcja. To już dręczenie siebie, "katowanie". Nie można robić coś wbrew sobie, bo inni tak robią, robić co niszczy nas nie tylko nasze ciało, ale również i psychikę, bo na dłuższą metę takie postępowanie wyniszcza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak mówisz wyniszcza ,,na dłuższą metę". Na początku człowiek postępując wbrew sobie nie zdaje sobie sprawy z konsekwencji takiego zachowania.

      Usuń
    2. Dokładnie. Bywa też tak, ze na poczatku nie odczuwa tego zmęczenia: fizycznego i psychicznego. Może dostrzega jakieś objawy, ale je bagatelizuje, nie zwraca uwagi - dopiero jak jest już u kresu sił dostrzega, że coś jest nie tak... a czasem nawet i tego nie dostrzega (lub nie chce widzieć), bo ten perfekcjonizm przyćmiewa wszytko. Tak sobie myślę, że to może przerodzić się w obłęd, uzależnienie...

      Usuń
  7. Trzecie zdanie od końca - to kwintesencja tego czym chciałabym się kierować w życiu. Bardzo dobry wpis, są dni, że dopada mnie taka chęć dążenia do perfekcji, wtedy jestem dla siebie i dla bliskich prawdziwą zołzą niestety:/ Na szczęście zdarza mi się to coraz rzadziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka chęć dopada wielu z nas. Najważniejsze to zdać sobie z tego sprawę i starać się wracać na właściwą drogę.

      Usuń
  8. Każdy musi mieć własną definicję perfekcji - tylko wtedy istnieje szansa, że życia nam się po prostu uda :)

    OdpowiedzUsuń
  9. "straciłaś" 2 lata jednak może lepiej popatrzeć na to inaczej. Może te 2 lata pozwoliły Ci docenić całą resztę życia? Może to była słuszna cena za wyciskanie z życia większej energii, za docenianie takich prostych elementów niezbędnych do funkcjonowania jak przygotowywanie posiłków i ich spożywanie. Może teraz posiadasz inne/ lepsze podejście do sportu, aktywności fizycznej. Twoje ciało akceptujesz, patrzysz na nie z dumą a nie z udręką i żalem. Doceniasz spotkania z ludźmi, masz bloga i cel w życiu. Czy cena dwóch lat, które "straciłaś" jest tak bardzo wysoka? ;) (pytanie retoryczne)
    U nas również były to ok 2 lata (dieta eliminacyjna z powodu szukania winowajcy złego samopoczucia) ale emocje jakie wyniosłyśmy z tego doświadczenia zmieniły prawie całe nasze życie i nie żałujemy niczego. To doświadczenie wiele nas nauczyło i nadal uczy :) Pewnie masz do tego podobne podejście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuszna uwaga dziewczyny. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Na pewno była to dla mnie wielka nauka i te 2 lata wpłynęły znacząco na moje życie.
      I dobre macie przeczucia, moje podejście jest podobne ;) Właśnie dajecie przykład na to, że i błędy mają swoje plusy - dzięki nim można się wiele nauczyć. Liczy się tu własne nastawienie - czy zaakceptuję swoje błędy i wyciągnę z nich lekcję czy nazwę siebie ofiarą i zbuntuję się na świat.

      Usuń
    2. Według mnie nic nie dzieje sie bez przyczyny. Coś ma miejsce po to by inne zdarzenie mogło się stać. Gdyby nie to co nas spotkało, nie bylibyśmy w tym miejscu w ktorym jesteśmy - nie bylibyśmy bogatsi o kolejne doświadczenia, wiedzę... nie zdobylibyśmy tej wiedzy, ktorą posiadamy. Życie jest najlepszym nauczycielem - czasem bezlitosnym, ale jednak najlepszym.

      Usuń
    3. Dokładnie Beatko :) Nawet jeśli coś nie idzie po naszej myśli to staramy się myśleć właśnie w taki sposób. "Może tak ma być" i często później owocuje to fajnymi wydarzeniami :)

      Zapomniałyśmy Cię dopytać o naukę koreańskiego w gimnazjum :) Ile Ci wiedzy z języka zostało? :D

      Usuń
    4. Jakieś pojedyncze zwroty i słówka ;) Bardzo mało, bo od matury nic sobie nie przypominałam. A było pięknie, szybko przyswajałam sobie ten język, dzięki dramom i muzyce. Ale zamierzam do tego wrócić, po egzaminie z angielskiego :D Taka ciekawostka - często przy rodzicach mówię po angielsku a kiedyś mówiłam i po koreańsku. Do dziś używają koreańskich zwrotów, a po angielsku nie mogą zapamiętać ani słowa. Mamę zaraziłam miłością do k-popu a tatę miłością do k-dram. Także będę się uczyć chociażby dla rodziców ;D

      Usuń
    5. Ale fajnie! Dla naszych rodziców wszelkie azjatyckie języki to po prostu CHIŃSKI xD Próbowałyśmy im wyjaśnić i przedstawić różnicę w wydźwięku koreańskiego, chińskiego, japońskiego i tajskiego, jednak tata tylko tajski potrafi odróżnić bo jest dość charakterystyczny :P
      Pisemnie słabo kojarzymy ale kiedyś koleżance dopasowywałyśmy napisy pl do koreańskiego filmu i spokojnie po usłyszanych zdaniach mogłyśmy jej pomóc. Ona chyba do tej pory myśli, że my mówimy w tym języku xD haha xD
      Nasz tata ma słabość do kostiumowych seriali (mamy to po nim) i jest fanem Wspaniałego Stulecia. Dlatego jak była emitowana Cesarzowa Ki to też się w niego wciągnął. Jednak nie tak bardzo jak rodzice naszej koleżanki! Ona po każdym odcinku w pl telewizji pisała do nas w imieniu rodziców wiadomości "co będzie dalej?" :P

      Usuń
    6. Hahaha, u mnie jak rodzice chcą się ze mną podroczyć to mówią ,,te twoje chińczyki"
      Może kiedyś pozna Was z Koreańczykami bo uzna, że przetłumaczycie ich język :>
      Miło mieć świadomość, że rodzic nieco zainteresował się tym co jego dzieci. Nawet nie wiedziałam, że ten serial jest tak emocjonalny! :D

      Usuń
  10. W paru dziedzinach życiach miałam chrapkę na bycie perfekcyjną, ale powoli mi przechodzi. Nie da się tak żyć...

    OdpowiedzUsuń
  11. Definicja perfekcji w samo sedno to nie szata zdobi człowieka tylko jego serce :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam wrażenie, że perfekcjonizm u każdej osoby inaczej się objawia - u mnie to poszło w zachowanie, że wszystko musi być idealnie, nie mogę zrobić błędu w wypowiedzi i zachowaniu, a że byłam inna od dzieciaków bo wychowałam się poza granicami to sporo minęło zanim się w miare ok poczułam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pomyślałam o perfekcjonizmie w jednej dziedzinie, ciekawe spostrzeżenie. Jeśli sprawia Ci to w jakimś stopniu cierpienie psychiczne, to na Twoim miejscu walczyłabym z takim perfekcjonizmem.

      Usuń
  13. Jestem z Ciebie dumna Kochana, to juz od bardzo dawna. Dumna za odwagę i za walę jaką stoczyłaś ! Dziękuję ze jesteś z nami :*

    OdpowiedzUsuń
  14. cholera niesamowity post który daje wiele do myślenia oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń